środa, 15 lutego 2017

Moja dieta i mój sposób na życie po ciążach i po czterdziestce:)

Moje kanapeczki:)


Dzisiaj dzieci są w przedszkolu i w żłobku, to nadrabiam zaległości blogowe. Nie wiadomo, co przyniesie mi przyszły tydzień i czy czasem moje kochane dzieci znów nie będą chore:) 
Nadrabiam więc, co się da i jak szybko się da:)

Tymczasem od 1 lutego wzięłam się za Siebie i to tak na 100%. 
Chodzi o taką ogólną troskę i zmianę na nowo nawyków ciążowych i po ciążowych. Zaczęłam się ponownie zdrowo odżywiać, nie jem słodyczy, nie używam cukru (nawet jeżeli piję kawę to bez mleka i bez cukru), jem mniej, zaczęłam ćwiczyć, dbać bardziej o skórę, włosy, paznokcie i stopy. W ciąży i po ciążach, przy tak intensywnym obciążeniu organizmu, jaki sobie zafundowałam w ostatnich latach nie jest łatwo zadbać o wszystkie aspekty swojego zdrowia, pielęgnacji i siebie. Nie jest też łatwo wrócić do tego, co było przed ciążami, więc staram się, jak mogę.
 Teraz już mi się wszystko w miarę normuje i można napisać, że wracam do takiej normalnej rzeczywistości. Poza tym będę wracać w tym roku do pracy i chciałabym do tego momentu osiągnąć jakiś konsensus między życiem osobistym i zawodowym.

Najgorzej jest z ćwiczeniami na brzuch. W każdej ciąży to brzuchowi się najbardziej dostaje. Wiedziałam, że tu długo będę musiała pracować i mam tylko nadzieję, że uda mi się choć trochę go ujędrnić, by móc się czasami pokazać jeszcze na plaży;) Jak osiągnę jakieś zadowalające wyniki to pokażę zdjęcia. W przeciwnym razie nic z tego;)

Poza tym po czterdziestce wiele się zmienia w naszych organizmach i można śmiało napisać, że otwiera się kolejny rozdział w naszym życiu. Powinniśmy nastawić się na to, by bardziej o siebie dbać, ćwiczyć, kontrolować, co się je i ile. Należy wykonywać też liczne badania kontrolne swojego organizmu, bo to wiek podatny na różnego rodzaju choróbska, które mogą się do nas przypałętać.
Jestem na etapie wszelkich badań i napiszę krótko, powinno się ich zrobić sporo. Na szczęście mam dobrego lekarza prowadzącego.

To wszystko nie jest łatwe do ogarnięcia, bo niby jak to wszystko załatwić? 
Wszędzie słyszę, że kobieta musi się w rodzinie dobrze zorganizować i w podpunktach analizuje się, co i jak robić. Prawda jest taka, że każda z nas musi znaleźć odpowiednie i najlepsze wyjście dla Siebie i dla swojej sytuacji rodzinnej. Nie zawsze możemy się podporządkować pod kilka punktów przez kogoś napisanych, bo najnormalniej się nie da. Trzymam zatem kciuki za wszystkie kobiety, które, jak ja próbują znaleźć jakiś środek na to, by żyć normalnie:)

A tu moja propozycja na kolejne kanapki i znów z dodatkiem avocado. Polecam masło z avocado i z gruszki. Na to wędzony łosoś. Wszystko można szybko przygotować rano. Produkty zakupione w Biedronce praktycznie za grosze. Na bazarze nie polecam, bo mogą być zmarznięte. Pyszne, wartościowe i zdrowe jedzenie. Znalazłam to gdzieś na jakiejś www i jak zwykle w takich sytuacjach zrobiłam zdjęcie przepisu, ale bez strony:(

Rano lubię także wypić herbatę z miodem, cytryną i imbirem. Cudny smak, zapach i wygląd.
Macie przepisy jakiś dobrych herbat?


Kanapki z pastą z gruszki i avokado, do tego łosoś
Chleb razowy, masło z avocado i gruszki, oraz łosoś. Wszystko z Biedronki:)

Herbata z imbirem, cytryną i miodem
Herbata, imbir i cytryna:)

wtorek, 14 lutego 2017

Ulubione Muffinki Tomka

Tomek już przy stole gotowy do robienia muffinków:)

Tomek uwielbia muffinki, ale uwaga nie wszystkie:) Najlepsze są te jego, które niegdyś robił z babcią na wakacjach.
Ciągle mnie namawia na to, by znów zrobić właśnie te muffinki. Ja nigdy nie przepadałam za tymi babeczkami i generalnie mi nie smakowały, czy to w sklepie, czy to pieczone w domu, ale czego nie zrobimy dla dziecka?

Przepis jest bardzo prosty, szybki do zrobienia, nawet dla dziecka i moim dzieciom smakuje. Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęć z gotowymi muffinkami, a szkoda, bo po raz pierwszy zrobiliśmy bez kakao i bez czekolady:) Przy najbliższej okazji [pewnie niebawem;)] nadrobię to:)

Przepis Tomka na MUFFINKI (na 12 sztuk):

1,5 szklanki mąki
0,5 szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 szklanki mleka
0,5 szklanki oleju
2 jajka
czekolada lub kakao

jak wykonać, pod zdjęciami:)
pieczemy około 20 minut:)

Najpierw przygotowanie formy:)

Mieszanie pierwszych składników, czyli mąka, proszek do pieczenia i cukier:)

Tomek jest bardzo staranny:)

Mieszanie drugich składników, czyli mleko i jaja:) Potem łączymy wszystko razem i dodajemy mąkę. Na koniec kakao lub startą czekoladę:)

Wkładanie ciasta do foremek:)


poniedziałek, 13 lutego 2017

Moje ostatnie dwa tygodnie w domu z dziećmi:) - w co się bawić.

Robimy laurki:)

Przez ostatnie dwa tygodnie miałam dzieci w domu. Niby miały tylko katary i zwykły kaszel, ale nie wyglądało to bajkowo i nie nadawało się na wysłanie dzieci do przedszkola lub żłobka. Lekarz zalecił, by dzieci zostały w domu, do tego otrzymały inhalacje 3 do 4 razy dziennie (u Kariny i Tomka), oklepywanie, podawanie leków. 
W takim przypadku czekał mnie bardzo pracowity, trudny i intensywny czas. Należało w domu zadbać o wszystkie posiłki dla dzieci (pięć!), zagospodarować im czas (bo na chorych to oni absolutnie nie wyglądali i nie zachowywali się) i zadbać o całą resztę (porządki, zakupy, pranie, śmieci, prasowanie i może coś jeszcze dla siebie...?). Do tego jeszcze dziesięciomiesięczny maluch. Taki czas to dla mnie zawsze ciężki okres, bo nadmienię, że mąż obecnie dużo pracuje i wraca po 19:00, więc nie mogę liczyć na jego pomoc lub wsparcie. Dodatkowo mąż pracuje w weekendy, co także nie napawa optymizmem. To typowe w jego dziale, że styczeń i luty są bardzo intensywnymi miesiącami.
Dzisiaj mamy poniedziałek. Dzieci poszły do żłobka i przedszkola, a ja nadal nie mogę wyjść z domu, bo Klara ma zapalenie ucha!! 
(O  uchu innym razem).

Tymczasem pomimo wielu obowiązków i prac w domu, staram się dzieciom każdego dnia organizować coś interesującego. O ile nie idą do żłobka i przedszkola, jak w ostatnich dwóch tygodniach. W domu można zrobić wiele, ale przyznaję, wszystko się kiedyś może dzieciom znudzić, więc staram się jak mogę a i sama nieco korzystam. Podczas różnych zabaw bardzo się relaksuję przy dzieciach i robię coś, do czego tęsknię z dzieciństwa:)
Tym razem praktycznie codziennie wykonywaliśmy jakieś prace plastyczne, a to rysowaliśmy, a to wycinaliśmy i kleiliśmy, bawiliśmy się plasteliną lub ciastem, malowaliśmy, stawialiśmy stempelki. Oj bardzo to wszystko lubię i czasami tak się angażuję, że żałuję bardziej niż dzieci, gdy kończymy:))) 
W pracach plastycznych bardziej pomysłowy i kreatywny jest Tomek. Lubi stosować różne metody, używać wiele kolorów, mieszać techniki plastyczne i próbuje rysować wszystko.
Karinka bardzo szybko się nudzi i zdecydowanie szybciej woli robić coś innego, dlatego staram się ją motywować i opowiadać o pozytywnych aspektach takich zajęć. Na szczęście spodobało jej się ostatnio klejenie, więc nie było źle.

Na zdjęciach pokazuję Wam jakiś przykładowe zabawy plastyczne.
Oczywiście zabawy z plastyką to mały wycinek tego, co robi się w domu. Na bazie ostatnio przeczytanej książki staram się motywować dzieci także do samodzielnej zabawy i w ostatnim tygodniu przyznaję, byłam wiele razy zaskoczona, jak pięknie moje dzieci potrafią się bawić. Jakie mają fantastyczne pomysły i jak odwzorowują sobie realny świat. Moje dzieci bawiły się w rodzinę!, w przedszkole! i w komunikację miejską!:) Niesamowite!!!

Czasami bywa i tak, że nie mam czasu na zabawę, a potrzebuję nakarmić, wykąpać i uśpić Klarę lub zrobić coś innego. Wówczas jest najciężej i to wówczas dopuszczam się rzeczy "zakazanych". Włączam dzieciom bajki! Wówczas otrzymuję chwilę spokoju i niezbędny czas. Wśród niektórych matek to wręcz okropieństwo, że dzieci siedzą i przez pół godziny lub dłużej oglądają bajki. Ja dopuszczam to, bo uważam, że przed nawet godzinę bajek, dziecko mi się nie zepsuje.

Innym sposobem intensywnego zajęcia dzieci na dłużej, jest kąpiel w wannie lub pobyt pod prysznicem. Pod prysznicem jest bezpieczniej i chyba ciekawiej dla dzieci, bo mogą się bawić do woli bez obaw o to, jak będzie wyglądała łazienka. Nasz prysznic jest w całości odgrodzony:) Pod prysznicem można wymyślać niesamowite zabawy i moje dzieci odnajdują się w tym świetnie. W tym przypadku dzieci bawią się fantastycznie, a ja zyskuję odrobinę cennego czasu.

W ostatnich tygodniach, gdy tylko nie było smogu, to dużo z dziećmi wychodziłam na dwór. Było mroźno i wietrznie, a do tego dużo śniegu w lesie i górki akurat dla nas. Niestety na dworze mieliśmy ograniczony czas, bo na takim mrozie wolałam zostać do półtorej godziny, nie dłużej. Ktoś powie, że dzieci chore, a ja z nimi na dwór. Dzieci miały tylko katar i lekki kaszel, więc nie widziałam powodów, by ich trzymać w domu, gdy na dworze było i dobre powietrze i ładna pogoda.

Gdy już jesteśmy wszyscy razem, to gramy w Chińczyka. Dobrze pamiętam tą grę z dzieciństwa. Uwielbiałam ją. Teraz także złapałam bakcyla, ale nie tylko ja, bo Tomek także. Z tym, że jakimś dziwnym trafem Tomek ciągle wygrywa! Jak to się dzieje, to ja nie mam pojęcia:) Boję się, co się będzie działo, gdy po raz pierwszy przegra...
Mogę śmiało napisać, że pomimo braku kolegów i koleżanek, moje dzieci spędzały sensownie czas w domu. Miały zapewnioną zabawę, naukę, posiłki i bezcenny czas mamy oraz rodzeństwa:)

Karinka zajęta Laurką...

a Tomke wybrał obrazek:)

Kleimy różności:)

Czas start:)!

Karinka lubi wszystko kleić razem:)

Dzieło Tomka:)

Kubeczek Tomka dla Karinki:)

Gramy w Chińczyka!!!

W trójkę jest najlepiej. Karinka jeszcze raczej przeszkadza, niż gra, ale już niedługo:))))

Malujemy serca:)

Karinka bawi się kolorami;)

Jedno z serc Tomka:)

czwartek, 9 lutego 2017

Moje 43 urodziny:)

Tort, któy uwielbiamy, z bitej śmietany:) Inne choć ładne, to nie są tak dobre:)

Na początku lutego skończyłam 43 lata. W tym roku nie  było hucznego obchodzenia kolejnych urodzin. Prosiłam męża, by nic specjalnego nie organizował, by nie zapraszał gości i nie robił większych niespodzianek. Jestem za bardzo zmęczona nawet na takie miłe okazje. Zmęczenie tak mocno mnie ostatnio dopada, że byłby to dla mnie raczej jeszcze bardziej męczące niż radosne:(

Wieczorami, gdy dzieci już śpią, siadam sobie na fotelu i czytam lub siadam przed komputerem i piszę, albo na przykład relaksuję się robiąc sobie kąpiel parafinową stóp i dłoni (to znaczy staram się tak robić). Oczywiście częściej jest tak, że wieczorem należy jeszcze zrobić prasowanie, przygotować posiłki na następny dzień, zrobić zakupy (ostatnio znów częściej robię online z dostawą do domu), przygotować zabawy, czy jakieś zajęcia dla dzieci na kolejny dzień. Muszę tu nadmienić, że kolejny tydzień jestem w domu z dziećmi (a mąż wraca późnym wieczorem). Niby nie są chore, ale mają zielony katar i kaszel. Nie chcę, by się jeszcze bardziej rozchorowały i dlatego wolę je podleczyć w domu. W przyszłym tygodniu już raczej pójdą do przedszkola, więc jest szansa, że przez tydzień nadrobię wiele zaległości, aczkolwiek życie mnie już nauczyło, że nie mogę nic planować przy małych dzieciach:) Aby do kwietnia, gdy już pogoda będzie mniej sprzyjała chorobom:)

A pro po moich urodzin to chętniej wyszłabym gdzieś z mężem, bo dawno nigdzie sami nie byliśmy... To na szczęście nastąpi niebawem, ale nie będę zapeszać, bo ostatnio coś nam się mało tych wyjść udawało.

Tymczasem ten upływający czas w ogóle nie kojarzy mi się ze starzeniem, a czuję się raczej, jak "młoda" matka. Gdybym nie miała dzieci to z pewnością było by inaczej, a w tym przypadku życie nabrało innego rozpędu. Obecnie staram się wrócić do siebie po trzech ciążach. Organizm czterdziestolatki zdecydowanie wolniej reaguje i regeneruje się po tak dużych obciążeniach, niż organizm dwudziestolatki, więc daję sobie więcej czasu na wszystko. Jedno jest pewne chcę wrócić do swojej aktywności sportowej i zawodowej i mam cichą nadzieję, że mi się to uda. Na razie robię wszystko, by sobie to jakoś sensownie poukładać. 
A te czterdzieste trzecie urodziny nic, absolutnie nic u mnie nie zmieniły i mam nadzieję, że nie widać po mnie upływającego czasu:)

Mój urodzinowy bukiecik od męża:)))