wtorek, 27 września 2016

Czego nauczyły mnie wakacje z dziećmi?

Dzieci szykują się do snu, a rodzice rozkoszują się kawą:)

Pomimo, że wakacje już dawno za nami, ja jeszcze do nich na trochę wrócę, by wspomnieć o tym, co było dobre i by nie zapomnieć o tym, co - pisząc delikatnie - zrobiliśmy źle. 

Bardzo chciałam, byśmy w tym roku zrobili sobie wakacje z prawdziwego zdarzenia i by zarówno dzieci, jak i my - rodzice -mieli możliwość aktywnego i ciekawego wypoczynku. W sytuacji rodziny 2+3 to oczywiście nie jest proste. No chyba, że ma się duży budżet i nie liczy się z niczym. Jak na razie nie wygraliśmy jeszcze w totolotka, milionerami nie jesteśmy i niestety musimy wszystko zawsze podliczać, jak przystało na większość Polaków.

Wakacje mieliśmy intensywne, a zaczęliśmy je już w czerwcu, kiedy jeden tydzień spędziliśmy na Mazurach. Potem był wypoczynek w Warszawie, tzn. byliśmy w mieście, ale Tomek chodził jeszcze do przedszkola a Karinka do żłobka. W lipcu pojechaliśmy na dwa tygodnie także na Mazury. Byliśmy w dwóch miejscach. Dalej powrót do Warszawy. Tu tydzień na pranie, przepakowanie i ruszyliśmy na dwa tygodnie do teściów na Podkarpacie.

Ostatni tydzień wakacji byliśmy już w domu i jak się okazało to był, jak dotychczas, mój najgorszy tydzień z dziećmi (mąż długo pracował, więc często, gdy wracał dzieci już spały). 

Dzieci były bardzo rozpieszczone przez wakacje, na których przyznaję pozwalaliśmy im prawie na wszystko. Chodziły późno spać, oglądały bajki tak często, jak chciały. Jadły słodycze, ile się dało, była nawet zakazana nutella i soki wszelkiego rodzaju. Bawiły się w piasku do nocy i brały udział w wieczornych karaoke dla większych dzieci oraz w innych zabawach w godzinach, podczas których w domu już by spały. Chcieliśmy, by poczuły moc wakacji i by relaksowały się na całego. Myślę, że tak też zrobiły, tylko potem powrót do rzeczywistości okazał się małym koszmarem dla nas, a raczej dla mnie.

Relaks z mężem:)


Podczas pierwszego tygodnia pobytu w domu po wakacjach, gdzie chcieliśmy wrócić już do starych rytuałów, nasze dzieci absolutnie nie chciały tego przyjąć do wiadomości. Ponad tydzień zajęło mi to, by dzieciom przypomnieć stare zasady, bez których ciężko było by nam normalnie funkcjonować. Mąż miał wówczas bardzo dużo pracy, więc wracał wieczorami, a ja sama z trójką i całą masą "problemów".

Muszę tu dodać, że w tym okresie nasilił się pierwszy bunt Karinki, która na wszystko, co się robi nie po jej myśli reaguje paskudnie głośnym i przeraźliwym piskiem. By to ujarzmić naturalnie nie można się poddawać i dziecku ulegać. Gdy się to zrobi po raz pierwszy, to potem będzie i ten drugi i trzeci, więc nie poddawałam się. Tu chyba pomogło mi już doświadczenie, jakie nabyłam przez kilka lat.
Dodatkowo Klara już przestała spać po 20 h na dobę, więc także domagała się większej uwagi. A Tomek, cóż przyzwyczajony do tego, że mama zawsze coś interesującego organizuje dla niego, był często zawiedziony.

Takim oto sposobem obiecałam sobie, że już nigdy, przenigdy nie będę tak "rozpuszczać" dzieci. One myślą w innych kategoriach niż my i nie przyjmują tego, jako wakacje podczas których jest "laba", ale jako coś normalnego, co będzie trwało dłużej.

Poza tym chętnie napiszę, że w wakacje wypoczęłam i zrelaksowałam się. Tak, tak, choć trudno w to uwierzyć, miło je wspominam i wiem, że warto było w nie trochę zainwestować. Nie martwiłam się o zakupy, posiłki, pranie, wymyślanie zajęć dla dzieci, oraz o to, na który plac zabaw pójdziemy. Nie musiałam uważać na auta, nie denerwował mnie hałas, nie dbałam o pogodę. Na szczęście nikt nie chorował, choć różnie bywało z aurą. 

Teściowie okazali się najlepszymi babcią i dziadkiem pod słońcem. Od rana do wieczora dotrzymywali kroku Tomkowi i Karinie i za rodziców przyzwoleniem rozpieszczali ich do woli. Dzieci były zachwycone, a ja wypoczywałam (męża przez pierwszy tydzień nie było z nami, praca wzywała).

Babcia i dziadek na placu zabaw już od rana:)

Tymczasem gdy szukałam ośrodków to zwracałam uwagę, by były dostosowane do dzieci i by dbały także o rodziców, więc wszędzie były:
  • plac zabaw,
  • sala zabaw,
  • blisko piaszczysta plaża i dostęp do jeziora,
  • całodzienne wyżywienie lub możliwość jego wykupienia,
  • domek dla rodziny,
  • i w jednym przypadku basen,
  • opieka animatora, cisza i czystość:)
Nie było wiele takich ośrodków, bo zazwyczaj czegoś brakowało, albo cena była zbyt wygórowana. Na dodatek, w kwietniu większość ośrodków była już zajęta i brakowało miejsc w domkach. Dlatego też następnym razem wakacje będę organizować już w styczniu:)!

Podsumowując nasze lato - mieliśmy fantastyczne wakacje, które nauczyły mnie tego, że rodzice też się liczą i że dzieciom nie można na wszystko pozwalać:) Wszystko z umiarem:)


Cała rodzinka po obiedzie na lodach:)


sobota, 3 września 2016

Moje zaległości blogowe

Nasza czwórka na spacerze. Tata w pracy:))) - Gorąco Was pozdrawiamy:)))

Długo mnie tutaj nie było, więc mam spore zaległości do nadrobienia. Jedno jest pewne przez te kilka miesiący toczyło się u nas całkiem zwyczajne życie podobne do wielu innych dużych rodzin.
Ot co,  dzieci nam sporo urosły, byliśmy na wakacjach, doszłam bardziej do Siebie po cesarce (przynajmniej na tyle, by móc swobodnie ćwiczyć), jakoś sensowniej poukładałam nam życie domowe, by nie pogubić się w tym wszystkim, byliśmy z dziećmi w kilku ciekawych miejscach, przetestowaliśmy pięcioosobowe wyjazdy poza miasto, odwiedziliśmy rodzinę i przegadaliśmy z mężem tysiące wieczorów, by udoskonalić funkcjonowanie naszej rodziny.  Jestem w tym momencie znów bogatsza o to, jak żyć i funkcjonować w dużej rodzinie, jak podchodzić do wychowania dzieci i czym się nie stresować w ogóle. To oczywiście kropla w morzu tego, co mnie jeszcze czeka, ale nie na darmo ktoś kiedyś powiedział, że uczymy się całe życie.

We wrześniu dzieci poszły już do żłobka i przedszkola, więc będę miała odrobinę czasu i dla Siebie (oby dzieci nie chorowały). Dlatego będę tu częściej. 
Postaram się poruszyć tematy, o których pytacie, tu między innymi sprawa z ZUS, nasza kuracja na powiększone migdałki u Tomka, jak wychodzę na spacer z trójką maluchów?, jak organizuję sobie życie w rodzinie 2+3.

Odpiszę także na zaległe maile. Starałam się być z nimi na bieżąco, pomimo to pozostały mi jeszcze jakieś małe zaległości. 
Z góry bardzo dziękuję za wyrozumiałość.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Jest ciężko.

Nasza rodzinka :)

Długo zastanawiałam się, co najpierw napisać po tak długiej przerwie i jak zatytułować wpis i jakoś nic mi nie podchodziło, więc tytuł jest krótki, zwięzły i najbardziej trafny. Nie chcę pisać, że jest wszystko w jak najlepszym porządku i nie chcę też pisać, że jest bardzo źle. Jedno jest pewne, jest ciężko z trójką dzieci i choć ilość pracy podobna, to już życie się zmieniło dość znacząco.
Nasza cała trójka to jeszcze małe dzieci (mamy obecnie bunt czterolatka, bunt dwulatki i czteromiesięczne maleństwo), więc nie możemy liczyć w wielu przypadkach ani na ich pomoc, ani na ich zrozumienie, czy właściwą interpretację sytuacji. Musimy mieć oczy dokoła głowy przez 24 h na dobę i w całości im się "oddać". Bywa różnie, raz jest wesoło, innym razem groźnie, czasami głośno a niekiedy niebezpiecznie. Często tylko sztywne zasady pozwalają nam zapanować nad wszystkim. 
Zależy nam na dobrym wychowaniu dzieci, na tym, by między nami i dziećmi była jakaś szczególna więź. Chcemy dostarczyć im wielu dodatkowych atrakcji i zajęć. Chcemy pokazać im różne strony egzystencji i dać możliwość spróbowania wszystkiego, a przy okazji nauczyć życia takim, jakie jest (nie odbiegamy więc od marzeń innych rodziców). Z tego powodu nie było mnie tu tak długo. Większość czasu poświęcaliśmy dzieciom i na inne sprawy, które można nadrobić później, brakło chwili.

Wcześniej coraz mniej pisałam, a od czerwca wcale. Mam nadzieję, że to się zmieni i jakoś wrócę do normalności nie tylko tu w sieci, ale także w życiu osobistym.
Obecnie od 7.00 do 22.00 nasze życie jest w całości "sfiksowane" na dzieci. Mało w nim czasu na spontaniczność, a zmęczenie też przychodzi znacznie wcześniej. Gdy zegar pokazuje już godzinę 22.00 nie zastanawiamy się długo, co dalej robimy, tylko po prostu kładziemy się spać, by choć trochę wypocząć.
Śmieję się, gdy spotykam ludzi mówiących, że wychowanie trójki dzieci to pestka z masłem, bo się z tym nie zgadzam i nie dyskutuję. Każdy wie lepiej. To trudna harówka i w przypadku, gdy jesteśmy sami bez dodatkowej darmowej pomocy dziadków, cioć itp., wiemy o czym mówimy. Dzieci wymagają uwagi i zainteresowania ze strony dorosłych. Uwielbiamy z nimi przebywać, coś im wyjaśniać, tłumaczyć, uczyć ich, bawić się z nimi etc. Chcemy, by były mądre, ale też, by ładnie wyglądały, jadły zdrowe posiłki, uczestniczyły w ciekawych zajęciach i się cudnie rozwijały. To wszystko wymaga poświęcenia im ogromnej ilości czasu. A że ten jest ograniczony i do tego siły rodziców także, to z czegoś musimy zrezygnować.
Liczyliśmy się z tym, że mając takie małe dzieci będziemy musieli się przez kilka lat dość intensywnie poświęcać, więc raczej nie narzekamy jakoś specjalnie, ale przyznam po raz wtóry: jest ciężko. Zależało nam na dużej, cudnej rodzinie, więc zaciskamy zęby i myślimy o przyszłości. To dodaje nam sił.
Podkleślam też, że wszystko jest do zrobienia, do przeżycia i nie jest niewykonalne, ale jest ciężko.

Tymczasem dziękuję wszystkim za wsparcie mailowe oraz te w komentarzach i informuję, że żyję i powoli postaram się wrócić do mojego blogowania.

środa, 1 czerwca 2016

Czas tylko dla taty i Tomka

Stadion Narodowy
Tomek po raz pierwszy zwiedza Stadion Narodowy

Pomimo, iż sama wychowałam się bez ojca, uważam, że jest on bardzo ważny dla każdego dziecka. Każde dziecko powinno mieć swój czas nie tylko z mamą, ale także z tatą.
Dziecko uczy się życia od rodziców, a rodzice to nie tylko mama, ale także tata. Tata kocha inaczej, rozmawia z dzieckiem inaczej, bawi się w inny sposób, inaczej czyta książkę, a może nawet daje więcej "luzu" (to w naszym przypadku) niż mama i także inaczej okazuje zrozumienie. W inny sposób pokazuje, jak zachować się w sytuacji stresu lub krytyki i uczy typowego "punktu widzenia" większości mężczyzn. Jakby nie było tata to pierwszy wzór do naśladowania dla syna i często także dla córki. 
Myślę, że gdy w domu oprócz mamy jest także tata to dzieci czują się bezpieczniejsze, pewniejsze i weselsze. 
Szkoda, że nie wszystkie dzieci mogą mieć obojga rodziców, ale jeżeli tylko mają to dobrze jest to wykorzystać.

Nasz tata to typowy tata, któremu raczej należy zorganizować zajęcia z dziećmi i przekonać go do nich. Jak już się to zrobi to angażuje się maksymalnie i czasami nawet pochwali inicjatywę mamy.

Tak było i tym razem, gdy wysłałam jeszcze w maju moich chłopaków na Stadion Narodowy, gdzie odbywał się piknik naukowy dla dzieci. Piknik okazał się właściwy bardziej dla starszych dzieci, ale mój mąż wraz z Tomkiem i tak się świetnie bawili. Zwiedzili Stadion Narodowy, wystawy atrakcyjne dla Tomka, stanowiska policji oraz a może przede wszystkim stanowisko z autami. Tomek jeździł sam ponad 15 minut, co kosztowało męża 25 zł, ale jego radość jest niczym w porównaniu z tymi pieniędzmi.
Z całego stadionu Tomek zapamiętał przede wszystkim jazdę autem z prawdziwymi pedałami gazu. Sama byłam zaskoczona, bo myślałam, że w autku znajdują się pedały, jak w rowerze. Może Tomek to przyszły kierowca? - kto to wie.

Całą kilkugodzinną wycieczkę chłopcy zakończyli w jakimś barze na jedzeniu i choć nie lubię jedzenia z takich barów, to w tym wypadku przymrużyłam oko, bo ważny jest ten kontakt dziecka z tatą. Staram się często mobilizować męża, by jakiś czas spędzał z dziećmi, raz z Tomkiem, innym razem z córką, albo z obojgiem. Wiem, że jest to bardzo rozwijające dla maluchów, bardziej na luzie i inne niż ten czas spędzany z mamą. 


Stadion Narodowy
Widok oszałamiający

Stadion Narodowy
Jedna z wystaw w salach Stadionu Narodowego

Stadion Narodowy
Sklep z zabawkami z wystawy

Stadion Narodowy
Takie pociągi to podstawa!:)

Stadion Narodowy
Tomek bardzo chętnie się bawił:)


Tomek po raz pierwszy w aucie policji:)


A tu to, co podobało mu się najbardziej:) jazda autem z pedałem gazu.



Jazda Tomutka:)