poniedziałek, 11 listopada 2013

ZUS - przewlekła sprawa sądowa i końca nie widać...

Przez ostatnie dni bawiłam się w prawnika i przygotowywałam kolejne pismo procesowe do ZUS. Nie ukrywam, że pomaga mi tu oczywiście prawnik i oczywiście za wynagrodzeniem, bo nic nie ma za darmo.
Ciężko ogarnąć te wszystkie ustawy, postanowienia sądów, ZUS-ów, różnorakie decyzje różnorakich instytucji i jeszcze do tego wyroki Trybunału Konstytucyjnego, więc by wygrać wolę wspomóc się fachową poradą prawniczą, która także czasami pozostawia wiele do życzenia.


ZUS - no właśnie dziwna i tajemnicza, zbiurokratyzowana instytucja naszego Państwa. Którz nie miał z nią do czynienia...? Tylko nieliczni... Dziwi mnie to, że ma służyć nam, a pomimo to pracujące tam osoby są tak wrogo nastawione do wszystkich, że juz po przekroczeniu progu budynku ZUS - człowiekowi otwiera się nóż w kieszeni. Większość pracujących tam kobiet przypomina mi czasy lat osiemdziesiątych, które pamiętam słabo, ale coś tam pamiętam. Panie zrobią wszystko, by najczęściej utrudnić ludziom życie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że potem taka jedna, czy druga pani nie ponosi konsekwencji swoich czynów, tj. źle podjętych i wydanych decyzji, niewłaściwych informacji podanych klientowi itd.

Swoją przygodę z ZUS-em rozpoczęłam w kwietniu 2012 roku. Zaczęło się na zapytaniu i prośbie z mojej strony, by sprawdzić naliczony mi zasiłek chorobowy i macierzyński. Miałam poważne udokumentowane wątpliwości, co do prawidłowiości ich naliczenia. A wiadomo, jeżeli nieprawidłowości są w jednym miesiącu, to gdy pomnożymy to przez kilka miesięcy uzbira się poważna kwota. Dlaczego miałabym podarować taką kwotę, skoro mi się należy?

ZUS nie bardzo chciał wydać decyzję, bo miał inne zdanie niż ja, ale w końcu doczekałam się . Po pięciu miesiącach taka decyzja została do mnie przysłana. Oczywiście odwołałam się od tej niekorzystnej i nie wiadomo skąd wziętej decyzji do Sądu Rejonowego, do Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Następnie po pół roku otrzymałam z Sądu Rejonowego postanowienie, że odrzucają moje odwołanie, gdyż złożyłam je za późno. Sąd nie miał żadnych dowodów formalnych i nawet nie przeczytał dokładnie dokumentów i bez zastanowienia się odrzucił moje odwołanie. Oczywiście od tej decyzji także się odwołałam. Na szczęście zawsze bardzo szczegółowo i dokładnie opisuję wszystkie otrzymane dokumenty. Zachowuję także wszystkie możliwe koperty i potwierdzenia wysłania dokumentów ode mnie. To niewątpliwie bardzo pomaga, gdy się chce potem dochodzić swoich praw. To wszystko miało miejsce w kwietniu 2013 roku.
W sierpniu 2013 roku, czyli po czterech miesiącach otrzymałam postanowienie z Sądu Rejonowego o uchyleniu zaskarżonego postanowienia. Odetchnęłam z ulgą i czekałam na dalszy tok wydarzeń.

Dopiero teraz, czyli w listopadzie 2013 otrzymałam zawiadomienie, że rozprawa odbędzie się 28 listopada 2013 roku. Mało tego do zawiadomienia otrzymałam odwołanie z ZUS, którego decyzję zaskarżyłam, by się do tego odwołania ustosunkować w terminie 7 dni. Śmieszy mnie to, bo żąda się ode mnie, bym po raz wtóry ustosunkowywała się do czegoś, co podważyłam. Mało tego, jeżeli się nie ustosunkuję, to może się okazać, że przegram. Wygląda na to, że Sądowi nie chce się pracować i myśleć i idzie na łatwiznę, bo jak to nazwać inaczej?
Ciekawa jestem, co na tej sprawie się wydarzy, póki co szukam prawnika, bo bez niego może być ciężko. Tymbardziej, że ze strony zaskarżonego ZUS będzie sztab śmiesznych prawników, którzy interpretują ustawę i wyrok Trybunału Konstytucyjnego, na które ja się powołuję w całkiem odmienny sposób.
Czy zatem Sąd nie powinien zinterpretować tego włsściwie i wydać sprawiedliwy wyrok? A co robi Sąd? Każe to robić klientowi, by mieć święty spokój.
Jestem przerażona naszym wymiarem sprawiedliwości do tego wszystkiego jestem też bezradna i ręce mi opadają za każdym razem, gdy otrzymuję kolejną kopertę z Sądu Rejonowego.

Jedno jest pewne będę walczyć do końca, czyli jeżeli będzie trzeba udam się do Sądu drugiej instancji i potem do Trybunału Konstytucyjnego i potem do Strasburga. Uważam, że mam rację, a pracodawca nie wsparł mnie i za pośrednictwem firmy prowadzącej rozliczenia wynagrodzeń itd. umył ręce i wycofał się.
Pieniądze, których mi nie wypłacono są dla pracodawcy (a tym bardziej dla firmy rozliczającej wynagrodzenia) niczym, a dla mnie to duża kwota. Dlaczego więc miałabym się ich nie domagać, jeżeli powinnam je otrzymać? Dlaczego w Polsce trzeba ciągle tak walczyć o swoje prawa? Dlaczego przez  niejasne i niejednoznaczne ustawy, regulaminy i umowy pracownicy zazwyczaj są poszkodowani?

Nie umiem przejść obojętnie wobec takich spraw i nie umiem się poddać. Najgorsze jest to, że wiele osób rezygnuje z "walki" o swoje prawa, bo nie wiedzą, co im się należy, bo się boją o koszty, bo nie mają się kogo poradzić, albo przeraża ich ten długi proces oczekiwania trybu rozpatrywania spraw. Och dużo jest tych "albo"...

Ciekawe jak Wy dajecie sobie radę z przeciwnościami losu, instytucji i innych takich spraw?

Tak na marginesie, jak będziecie miały jakiś problem, a będę umiała pomóć to chętnie pomogę, więc możecie pisać.

Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta!!!
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Na pewno będą jeszcze ciekawe konkursy!!!:))))
Chwalcie się swoimi dzieci i osiągnięciami związanymi z wychowaniem, a tym samym pomagajcie w wychowaniu innym.

22 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że wygrasz. Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Będę mocno trzymać kciuki za Ciebie!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam Cię i trzymam kciuki. Ale już widzę, że Ci sie uda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć :)
    trafiłam na Twojego bloga - nie ukrywam bardzo ciekawego - ponieważ też mam sprawę w Sądzie z ZUS-em.
    Nigdy nie miałam problemu z tą instytucją, bo wszystko płaciłam w terminie, a na zwolnienia nie chodziłam. Przez 7 lat pracowałam w prywatnej firmie. Poszłam na studia mając dwójkę małych dzieci. Praca, studia i maluchy w domu to uwierz mi było ciężko. Potem jakieś kursy doszkalające. Szef to doceniał. Dostałam awans i najważniejsze jego zaufanie. Z recepcjonistki po kilku latach byłam dyrektorem biura. Szykował mi się kolejny awans - przejście do firmy zarządzającej i podwyżka. Aż pewnego dnia, w wieku 38 lat dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Nieplanowanej. Zaskoczenie. Radość. Niepewność. Strach. No cóż, wiem skąd się biorą dzieci i mogliśmy się tego spodziewać z mężem. Powiedziałam o ciąży szefowi. Co zrobił? Pogratulował i przygotował papiery do awansu i podwyżki. Byłam w szoku. Czułam się dobrze i pracowałam szczęśliwa. Codziennie wstawałam do pracy nie wierząc w swoje szczęście. Robiłam badania, wszystko było ok. z dzidzią. W pracy też dawałam sobie radę. Koledzy mi pomagali. Było super. Aż pewnego dnia, w 5 miesiącu ciąży zaczęłam mdleć. Lekarz przekonała mnie do zwolnienia lekarskiego. Chciałam pracować, ale musiałam myśleć o dziecku. Firma zatrudniła dziewczynę na moje miejsce, która przejęła część moich obowiązków. A ja do końca ciąży musiałam pozostać w domu. Urodziłam zdrowego i ślicznego syna poprzez cc. Dostałam macierzyński i wszystko było fajnie. Aż 2 mies. po porodzie dostałam pismo z ZUS-u, że wszczęli postępowanie, bo fikcyjne zatrudnienie i taka podwyżka.(?) I się zaczęło. Pisma. Prawnicy - kasa. Nerwy. Zabrali mi macierzyński. Koniec spokojnego macierzyństwa. Czekam na sprawę w Sądzie.
    Zrobiłam wszystko co w mojej mocy. Ale czy do Sądu iść z prawnikiem czy lepiej bronić się samej?
    Jak wyglądają takie rozprawy? Możesz mi coś doradzić?
    ps. co z Twoją sprawą?

    pozdrawiam
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie idź do Sądu i weż prawnika, ale takiego, który zna się na sprawach ZUSowskich. Samej będzie CI dużo trudniej i po co się denerwować, gdy czegoś nie będziesz wiedziała? Sąd raczej Ci nie podpowie, a druga strona nie będzie miła. ZUS zazwyczaj na takich sprawach się nie stawia a tylko pisze pisma i odwołania, więc prawnik także może doradzić, co robić dalej. Moja sprawa w Sądzie pierwszej instancji jest wygrana i ZUS się odwołał, więc czekam na sprawę w sądzie II instancji. Mam nadzieję, że wygram:) Sprawa ciągnie się bardzo długo:( Tak niestety jest w naszych Sądach, a zwłaszcza rodzinnych. Jeżeli jesteś z Wwy to mogę ci polecić moją prawniczkę, która jest stosunkowo niedroga w porównaniu do innych. Acha sprawy z ZUSem są w 99% wygrane! Warto o tym pamiętać, bo ZUS bardzo często się myli.Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
    2. Jednej dziewczynie już doradzałam i właśnie ma sprawę w Sądzie ZUS:)

      Usuń
    3. Twoja sprawa będzie raczej wygrana, z tym, że będziesz czekać długo na odzyskanie pieniędzy...

      Usuń
    4. Ja walczyłam z Zus-em przez cztery lata. Po 10 latach ZUS odebrał mi rentę. W Sądzie Okręgowym przegrałam ponieważ nie miałam prawnika. W Sądzie Apelacyjnym wygrałam. ZUS wypłacił rentę ale bez odsetek. W tej chwili kolejna sprawa w sądzie o odsetki, ponieważ ZUS stwierdził , że nie ponosi odpowiedzialności za to że przez prawie pięć lat nie wypłacił renty.
      Moniczko bez prawnika będzie Ci ciężko, ale możesz próbować. Jestem ciekawa jak Ci pójdzie ale nie poddawaj się. Trzymam kciuki
      sarna

      Usuń
    5. Sarna - życzę CI, byś wygrała i mocno trzymam kciuki. Okropne, na co pozwala sobie ZUS w Polsce... Gorąco pozdrawiam i życzę dużo zdrowia:)!

      Usuń
  5. Dzięki za odpowiedź.
    Podaj mi proszę namiar na Twoją prawniczkę. Mój jest drogi - chce 1000 zł netto za sprawę.
    Pozdrawiam Cię serdecznie
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika, napisz do mnie na maila. To podeślę Ci namiary. Moja prawnicza bierze 150 zł od sprawy. Pozdrawiam:-)

      Usuń
  6. Witam, czy ja również mogę prosić o namiary do tej prawniczki? Właśnie dzisiaj dostałam pismo z ZUSu o odmowie wypł zasiłku macierzyńskiego i szykuję się do bitwy w sądzie :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Serdecznie, bardzo proszę o maila na adres: ciaza_przed_40tka@op.pl to podeślę namiary. Masz nie ciekawą sytuację, ale ten ZUS sobie pogrywa...Od razu życzę szczęścia i cierpliwości:) Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Pani Kamilo rowniez rozpoczynam walke z zusm bardzo prosze o opisanie Pani sytacji jezeli chodzi o zatrudnienie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Serdecznie, bardzo proszę o maila na adres: ciaza_przed_40tka@op.pl. Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Witam,
    Kamila,jak poszła apelacja? Minęło już dużo czasu, a ja mam termin apelacji na 22 marca 2016 po przegranej w sądzie okręgowym w sierpniu 2015. Monika, co u Ciebie? I jak potoczyła się sprawa u Anonimowy? Mogę napisać coś wiecej ale widzę, że temat chyba wygasł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Agnieszka:) Jeżeli chodzi o mnie to w Sądach obu instancji wygrałam, ale oczywiście, jak to zwykle bywa ZUS się odwołał i sprawa nadal się toczy, tojuż cztery lata. Podejrzewam, że będzie trwała jeszcze jakieś 2:( Obecnie czekamy na wyrok Sądu Okręgowego, który ma zapaść pod koniec marca. U mnie sprawa zaczęła się jakby na nowo, bo ZUS został zobowiązany do wystawienia właściwej decyzji, czego nie zrobił. Bez względu, jaki będzie wyrok Sądu to zapewna ja lub ZUS się odwoła i sprawa trafi do Sądu wyższej instancji. W Warszawie jest ten minus, że na sprawy czeka się po 10 miesięcy:(
      To tyle, co u mnie, a u dziewczyn nie wiem...
      Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę wygranej! Trzymam mocno kciuki:)

      Usuń
  9. Kurcze dopiero dzis natrafilam na Twojego bloga, szkoda bo to wlasnie dzis mam sprawe w SADZIE z zusem....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo wszystko życzę powodzenia na sprawie i przede wszystkim wygrania sprawy!!! Trzymam mocno kciuki:)

      Usuń
  10. Witam
    Czy można jeszcze jakoś się z tobą skontaktować? jestem na początku drogi walki z zus-em

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę napisać na maila:)
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  11. Ja urodziłam w 40 urodziny, ale chyba się kwalifikuję. Dziś się dowiedziałam, że mi nie wypłacą macierzyńskiego, nie mam jeszcze decyzji ale została wydana 7 października, równo rok po porodzie.
    Mam stosy umów o dzieło, na nich godne pieniądze ale zatrudniona na umowę o pracę byłam w 3 miesiącu. Chodziłam na zwolnienia ale nie jakoś bardzo, przestraszyli się po tym jak miałam krwotok w 5 miesiącu.
    Decyzji jeszcze nie wysłali ale zapadła tydzień temu. Dziwne bo jutro dopiero mija termin 7 dni na zapoznanie się ze zgromadzonym przez nich materiałem i ewentualne wypowiedzenie się. przygotowywałam się kilka dni . Dzwonie, żeby się umówić a pani mi że, to już nie ma sensu bo decyzja wydana. Po co to pouczenie o tych siedmiu dniach. Zlekceważyłam problem bo to że pracuje jest nie do podważenia i niczego się nie obawiałam. Nawet ich trochę olewałam i teraz mam... pozdrawiam życzę cierpliwości, fajnie, że piszecie....

    OdpowiedzUsuń