środa, 30 lipca 2014

Ja już prawie siedem miesięcy po porodzie

Tak, tak, to już prawie siedem miesięcy po porodzie. Czas mija bardzo szybko i na szczęście działa także na moją korzyść.

Od stycznia udało mi się schudnąć tyle, ile planowałam, więc ważę już swoje 59 kg. A że w miarę jedzenia apetyt rośnie to postanowiłam zrzucić jeszcze około 3 kg.

Z ćwiczeniami bywa różnie, bo czasami trudno znaleźć wolną chwilę, by poćwiczyć. Ten temat jest jednak nadal otwarty i do końca roku brzuchol musi i będzie wyglądał zgrabnie i jędrnie. To chyba najtrudniejsze wyzwanie w tym czasie powrotu do niegdysiejszej sylwetki. To przychodzi chyba najtrudniej każdej kobiecie. Choć niektóre z Was mają zdecydowanie łatwiej, co jest pewnie także kwestią genów:))))

Ja chudsza o 15 kg, licząc od stycznia 2014.
 
Moje wszystkie badania są w normie, tzn. bardzo dobre, więc jedno zmartwienie odeszło. Bardzo mnie to cieszy:) Po ciąży pozostały mi tylko dość duże żylaki, które mam zamiar usunąć jeszcze do końca tego roku. Tu na razie nie zapeszam, ale jak się wszystko dobrze potoczy to dam znać, jak sobie z tym tematem poradziłam.

Blizna po cesarce jeszcze jest dość widoczna, choć już się zabliźnia - można by napisać - całkowicie. W jej okolicach jeszcze mam lekkie bóle, gdy np. Tomutek mnie uderzy głową lub gdy Karinka leży obok mnie i kopnie dla zabawy nogą. Wówczas czuję ból, że czasami aż zapiszczę.

Niestety cały czas przestrzegam minimalnej diety. To do tego stopnie, że przestaję jeść niektóre wysokokaloryczne produkty. Przestają mi smakować:( Jem zdecydowanie mniej, częściej, słodycze wykluczyłam prawie do minimum, tu przede wszystkim czekolady:) Pije bardzo dużo wody.

W gubieniu wagi bardzo pomaga mi karmienie, bo nadal karmię Karinkę. Chciałabym tak karmić do końca 10 miesiąca i mam nadzieję, że mi się to uda. Czasami mam oczywiście dość, bo karmię ją jeszcze w nocy, więc oznacza to dla mnie ciągłe i systematyczne wstawanie.

Kolejna rzecz pomocna przy gubieniu wagi to stres. Tak niestety - nawet na macierzyńskim można być w stresie, ale nic na to nie poradzę. Stres w pracy jest naturalnie inny niż ten domowy, ale na pewno też w jakimś stopniu w nas uderza. Od tego stresu bardzo chciałabym wypocząć, ale jak? 

Mówię ostatnio do męża, że bardzo chciałabym pojechać na jakieś wczasy na dwa tygodnie, do ciepłego miejsca za granicę (bo mam gwarancję pogody), z opcją all inclusive. Chciałabym tak wypoczywać, bym mogła zajmować się tylko dziećmi. Chciałabym odetchnąć od zakupów, sprzątania, prania, prasowania, planowania posiłków, gotowania itd i chciałabym cały czas bawić się z Tomkiem, jakbym była jego równolatkiem. Co na to mój mąż? - że on ma all inclusive w domu!!! On natomiast chciałby odpocząć od dzieci. Jak można tak powiedzieć? Jak można mieć takie marzenia. Przecież nie po to zakładałam rodzinę i rodziłam dzieci, by się ich już w pierwszych latach pozbywać i wysyłać do teściów. Na taki pomysł może wpaść tylko facet i do tego musi być taki, jak mój mąż. Zastanawiam się, co będzie mówił, gdy dzieci będą starsze.
Czy Wasi mężowie także mają takie marzenia, by posłać dzieci do dziadków i jechać na wczasy????? A poza tym, jak mój mąż może chcieć odpocząć od dzieci, jak go nie ma w domu średnio pomiędzy 9:00 a 18:00? Przecież taki Tatuś nawet nie zdaje sobie sprawy, jak może być ciężko i jak można mieć dość...
Tak a pro po zmęczenia i potrzeby relaksu - przedwczoraj Tomek nie chciał spać dość długo i chciał być tylko u mamusi na rączkach. Była godzina 22:00, on marudny, ja zmęczona po całym dniu i marzę by o tej 20:00 usiąść i się już tylko relaksować. Tymczasem Tomutek chce być na kolankach u mamusi i do tego ze swoją ulubioną podusią. Nie można mu przetłumaczyć, że Tatuś także poczyta bajeczkę i weźmie na kolanka. Co robić w takiej sytuacji? - po prostu wyjść z domu i tak też zrobiłam. Jak stałam, na boso w legginsach i koszulce wyszłam z mieszkania. Posiedziałam sobie około 20 minut na schodach klatkę niżej. Mąż uśpił Tomutka i świat się nie zawalił, a ja się wyciszyłam na blokowym korytarzu.

Podsumowując, mam się całkiem dobrze tylko to zmęczenie nie opuszcza mnie ani na krok.

Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta!!!
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Chwalcie się swoimi dzieci i osiągnięciami związanymi z wychowaniem, a tym samym pomagajcie w wychowaniu innym.






16 komentarzy:

  1. Wygladasz super :) Zmęczenie przy tak małych dzieciach to norma, za kilka lat będzie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aga:) Za kilka lat!??? Mam nadzieję, że to będzie już za rok!:) Proszę nie załamuj mojego biednego serducha:))) Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Kamila, ja już to pisałam, ale wyglądasz OBŁĘDNIE! Zawstydzasz mnie swoją silną wolą i determinacją. Podziwiam Cię i mocno kibicuję.

    Mężczyźni... Oni są naprawdę niesamowici. Mój mąż może nie chce odpocząć od dzieci, a przynajmniej nie mówi tego głośno, ale też większość dnia Go nie ma, czasami w weekendy również i jak słyszę, że On jest zmęczony, to po prostu mam ochotę wstać i wyjść. Oczywiście, rozumiem, że w pracy też człowiek nie leży. Ale On nie ma pojęcia jaka ja jestem czasami zmęczona po całym dniu z dziećmi. A Lila, podobnie jak Tomek- kiedy jestem w domu, to niestety- nawet jak mąż chce, to Ona i tak domaga się, żebym ja zmieniła pieluchę itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Jeśli macie taką możliwość to zachęcam Cię gorąco do takich wakacji. Naprawdę należy Ci się takie odpoczynek i regeneracja przed zimą, kiedy będzie trudniej o spacery i szybciej ciemno. A myślę, że dla Tomka to też może być frajda.

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że może uda nam się coś z tym zrobić i może we wrześniu gdzieś się udamy. Oby te plany nie spaliły na panewce...

      Usuń
    3. Acha, Marta nie przesadzaj z tą obłędnością, bo aż tak dobrze nie jest:(, ale bardzo dziękuję za komplement:))))

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Bardzo. Długo mi to zajęło. Ty wracasz bardzo szybko do formy:) CHyba jesteś z tych osób, co to w genach mają dobre spalanie:))) Zazdroszczę:) Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Ale z Ciebie chudzinka!!! Świetnie sobie dajesz radę. Mój mąż też mnie namawiał do tygodniowego urlopu bez dzieci.... I najchętniej zostawiałby je co weekend u dziadków... Tak to już jest...
    Ale dałam mu się przekonać co do noclegu u dziadków i w tą sobotę będę się stresować zostawiając dziewczynki u teściów... Ale tak, jak piszesz zmęczenie daje się we znaki...
    A nam się należy też chwila odpoczynku. Buziaki dla Was!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz podobnie ze zmęczeniem, jak ja... Mamy dzieci w podobnym wieku, więc to nieuniknione. Także Tobie współczuję i życzę bezstresowaego weekendu bez dzieci. Mi było by bardzo trudno, ale to też dlatego, że rodzina jest bardzo daleko, więc nie mogłabym w razie czego podejść i się przytulić do maleństw:)))) Z tą chudzinką to przesadziłaś;)

      Usuń
    2. No dobra nie chudzinka tylko szczuplutka :) Moi teściowie mieszkają blisko, jakby było inaczej to bym w życiu się nie zgodziła. Bo tęsknota by mnie zżarła ;)

      Usuń
  5. zazdroszczę samozaparcia u mnie już prawie 8 miesięcy po porodzie i jakoś nie mogę się zabrać za żadne ćwiczenia :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie życzę CI dużo siły i woli, by osiągnąć taką sylwetkę, z któą będziesz się bardzo dobrze czułą:)!!! Gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Piekna jestes, laska ze ho ho !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, ile komplementów dzisiaj dostałam. To takie miłe!:) Bardzo dziękuję! Gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Wyglądasz świetnie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń