piątek, 10 października 2014

Schab pieczony ze śliwką - bez przepisu:)

Od samego początku zawsze wszystko staram się robić z Tomkiem. Chcę, by uczestniczył w życiu rodziny, by się wszystkiego uczył i by nic nie było mu obce. Ma to swoje dobre i złe strony. Oczywiście wspaniale, że dziecko się uczy, że chce poznawać świat i chętnie robi to, co proponują mu rodzice. Natomiast nieciekawe jest już to, że obecnie nie można zrobić często najprostszej rzeczy bez Tomka, który domaga się bycia pomocnikiem. To cudowna sprawa, że dziecko "garnie" się do pracy i pomagania. Robi się jednak mało przyjemnie, gdy mamy mało czasu a musimy załatwić jeszcze tysiące różnych sprawunków i wolelibyśmy coś zrobić samemu, by przyśpieszyć nieco wykonywanie planu dnia:) No tak...
Przyznam, że pomimo wszystko staram się tak układać prace w domu, by Tomek uczestniczył w niej czynnie. W końcu jestem na macierzyńskim, a to czas dla dzieci, więc nigdzie mi się nie śpieszy i zawsze sobie powtarzam: "Mam czas". 
Liczę, że moje działania w przyszłości przyniosą wspaniałe efekty!:)

Tymczasem przedwczoraj przygotowywałam z Tomkiem schab ze śliwką w ziołach. Schab wyszedł wspaniały, a w tym wszystkim mój syn znów mnie zaskoczył. Był bardzo odważny i zachowywał się, jak prawdziwy kucharz. Żałuję, że od początku nie robiłam zdjęć, by uwietrznić zaangażowanie Tomka. 
Poniżej krótka zajawka pracy Tomka.

Tu schab jest już umyty i w środku ma włożone suszone śliwki - to robiła mama:) Tymczasem Tomek naciera schab solą.

Tym razem Tomak naciera schab wcześniej przygotowanym odpowiednim sosem.

Tu jesteśmy już po nacieraniu schabu ziołami. Schab został szczelnie owinięty folią aluminiową, a następnie włożony do naczynia żaroodpornego. Tomek żegna się, bo to już koniec. Schab idzie do lodówki na całą noc.

Następnego dnia schab został upieczony. Tu świeżo upieczony, zaraz po wyciągnięciu z piekarnika.


A dzisiaj byłam na bazarku i zrobiłam sobie niespodziankę, bo kupiłam od starszego rolnika mleko prosto od krowy!! Tak, tak - zaraz odezwą się przeciwnicy takiego mleka, z moim mężem na czele. Ponoć, to nie zdrowe i nie powinniśmy tak kupować, bo może krowa była chora, mleko nie ma badań  ble, ble ble itd. Jakoś się tym nie przejmowałam przy zakupie, bo jak widzę, że do Pana jest kilometrowa kolejka, to chyba o czymś świadczy? Pan ów przyjeżdża na ten bazar spod Warszawy już od przeszło 11 lat i stałe bywalczynie bazarowego dnia dobrze go znają. No więc zawierzyłam stałym bywalczyniom i kupiłam litr mleka krowiego. 
Kiedyś uwielbiałam krowie mleko i jeszcze przed pierwszą ciążą piłam w ogóle mleko litrami, a jak się udało gdzieś zakupić to także świeże. Jednak w ciąży i podczas karmienia nie zaleca się picia mleka krowiego, ze względu na to, że może powodować alergie. Dlatego przerwałam picie mleka.

A że ja już praktycznie kończę z karmieniem Kariny, to już mogę sobie pozwolić na małe co nie co. Do mleka zakupiłam miód z malin. Pierwszy raz takie cudo kupiłam, bo zazwyczaj w sklepach są miody akacjowe lub wielokwiatowe.

Po przyjściu do domu, najsampierw sprawdziłam, co kupiłam. I co się okazuje - miód malinowy oprócz tego, że jest oryginalny i mało spotykany, wzmacnia układ odpornościowy, odżywia i regeneruje organizm, a także wspomaga pracę serca. Ma działanie napotne i przeciwgorączkowe, a poza tym ma zastosowanie w schorzeniach miażdżycowych. Stosuje się go w przeziębieniach oraz w schorzeniach górnych dróg oddechowych. 
I co zrobiłam dalej?

Przegotowałam kubek mleka, wlałam do niego dwie łyżeczki miodu i ze smakiem wypiłam. Już nie potrzebowałam śniadania, taki był syty ten mój dawno nie spożywany napój.

A tak a pro po miodu - dobrze jest co rano pić wodę z sokiem z wyciśniętej połówki cytryny i łyżką miodu. Ciekawe, czy dużo osób tak pije?

Mój miód malinowy a obok kubek z przegotowanym prawdziwym mlekiem:)





Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta! 
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Chwalcie się swoimi dziećmi i osiągnięciami związanymi z wychowywaniem, a tym samym pomagajcie w wychowywaniu innym.

25 komentarzy:

  1. Dzieci uwielbiają być pomocnikami :) Ja za takim mlekiem nie przepadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że z małęgo pomocnika wyrośnie duży pomocnik:) - i potem jakaś kobieta mi za to podziękuje:))))) Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Ile ja bym dała za prawdziwe mleko prosto od krowy, a nie za to coś, co sprzedają nam w kartonach.

    PS U nas też schab ze śliwką często gości na rodzinnym stole :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście mam niedaleko bazarek i w dni targowe można na nim spotkać wiele ciekawych osób z wieloma zdrowymi i nie produktami. Uwialbiam bazarki:)

      Masz gdzieś na blogu swój przepis na schab ze śliwką? Chętnie bym spróbowała:)! Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Pycha. My robimy taki zwykły z solą i majerankiem. :) Schodzi w domu lepiej niż wędlina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...bo prawda jest taka, że te najzwyklejsze składniki i potrawy są najlepsze!:) Kiedyś dla gości zrobiłam schabowe z solą i pieprzem i byli zachwyceni, a ja zastanawiałam się czy to były komplementy, czy jak...:) A oni po prostu używali tak dużo przypraw, że już zapomnieli, jak to jest jeść schabowego ypowego po polsku:) Gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  4. U nas zdecydowanie króluje karkówka i boczek. Nie są tak suche po upieczeniu. Co do picia mleka w ciąży i przy karmieniu. W ciąży piłam litry, bo tylko to pomagała mi przy zgadze. Karmie do tej pory i w sumie tylko przez dwa tygodnie na początku odstawiłam całkowicie nabiał, bo myślałam, że Oli ma skazę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo małe doświadczenie z karkówką i boczkiem. Pewnie z czesem i tego nabędę:) A ze schabem rzeczywiście trzeba się napracować, by nie był suchy i mi nie zawsze się udaje:( Gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Witam! Tomek uroczy i super że tak pomaga, jednak oglądając zdjęcia trochę obudziło się we mnie moje "zboczenie zawodowe" Otóż jestem technologiem żywności i pracuję w branży mięsnej. Czy nie obawiasz się ze tak małe dziecko dotykając rączkami surowego mięsa, moze następnie nawet nieświadomie wsadzić rączki do ust? W surowym mięsie nie poddanym obróbce termicznej mogą występować różne niebezpieczne bakterie, min Salmonella E coli oraz bardzo niebezpieczna listeria monocytogenes. Radziłabym więc zwrócić na to uwagę. Ja z racji mojej branży sama zaraziłam się (na szczęście bardzo krótko Przed ciąża) toksoplazmozą, i choć nie mam pewnosci ze akurat od mięsa od tej pory bardzo uważam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję tej toksoplazmozy! Oczywiście wiem, że obcowanie z surowym mięsem nie jest bezpieczne. Zwłaszcza w naszych czasach. Muszę przyznać, że bardzo uważam w takich sytuacjach, jak na górze na obrazkach. Przed każdym takim eksperymentem Tomka (robienie ciasta, mięsa, kanapek, sałatek itd), myjemy ręce, a w trakcie jestem cały czas przy Tomku i nie dopuszczam do tego, by wziął rączki do buzi, czy to z czymś surowym, czy coś nieumytego, czy niezalecanego dla dziecka. Zawsze też z Tomkiem o tym rozmawiam, czego nie powinno się robić i dlaczego. Można by zapytać, to po co wszystko robię z Tomkiem, a no po to, by go uczyć i pokazywać mu to, co na codzień robi mama lub tata. Gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Kamiśka - z tym "bez przepisu" to się trochę nie zgodzę:-D
    Buziaki i pozdrowienia dla całej rodzinki....m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... ciekawe, kto to:)))))

      Usuń
    2. A kto Ci niedawno w pewnym małym miasteczku narobił ochoty na ten schab???? JA!!

      Usuń
  7. miny bezcenne Małego Pomocnika:)
    a mód spróbuj też z łyżeczką octu jabłkowego na pół filiżanki miodu-świetny na przeziębienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i tu mnie zdziwiłaś tym octem, będę musiała spróbować, gdy się jakieś przeziębienie przyplącze. Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Witam. Schabik wygląda bardzo smacznie, a mały pomocnik na zadowolonego :-). Mam pytanko: czy miód "czuć" malinami? Bo jeśli tak, to koniecznie muszę też kupić. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety miód nie pachnie malinami, a raczej miodem. W smaku także nie widzę różnicy, ale muszę przyznać, że nie jestem jakimś smakoszem i w życiu bym nie odróżniła różnych rodzajów miodu. Pan sprzedający wiedział o miodzie wszystko, gdy zaczęłam z nim rozmawiać to byłam mocno zaskoczona wiedzą nt. miodu. Gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Może się w przyszłości nada:)))) Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Tomek to prawdziwy mężczyzna, gratuluję. Świecisz bardzo dobrym przykładem. Też chciałbym moją Adusię wprowadzać w arkana codziennego życia. Mam nadzieję, że tak jak Ty sprostam wyzwaniu. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno sprostasz. Szkoda tylko, że nie możesz być dłużej w domu z dzieckiem, bo to bardzo pomaga... Gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. i takie na szczęście było:) Gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  12. na pewno był przepyszny...z takim pomocnikiem zawsze musi wychodzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tio niesamowite, jaka to dla dziecka frajda:) Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń