sobota, 11 kwietnia 2015

Uczę się godzić pracę zawodową z wychowywaniem dzieci


Karina nadal uczy się jeść.

Po raz kolejny moje życie się zmienia. Praca zawodowa po długiej przerwie została rozpoczęta, więc nastał czas na przeorganizowanie wszystkiego na nowo. To świetna sprawa, bo nie jest nudno i znowu coś się dzieje. Tym razem muszę pogodzić pracę zawodową z byciem mamą, żoną i także sobą. Na początku biorę się za rolę mamy, bo chcę pracować i chcę być mamą. 
Nie chcę by dzieci na tym ucierpiały, więc cieszę się i będę się cieszyć każdą chwilą spędzoną z Karinką i Tomkiem. Po ośmiu dniach pracy wiem, że będzie to trudne, bo będzie zawsze za mało czasu dla dzieci. Chcę wszystko tak zaplanować, by było idealnie, albo przynajmniej prawie idealnie. Teraz to luźne plany i marzenia, ale wiem, że życie może bardzo zweryfikować moje zamierzenia. No cóż, ale właśnie takie jest życie.
Wobec powyższego planuję z ołówkiem w ręce każdy dzień, każdy wieczór i każdy wolny weekend (niestety w weekendy pracuję). W przeciwnym razie czasu nie będzie na nic i życie może umykać jeszcze szybciej i najgorsze jest to, że można nie zauważyć, jak dorastają dzieci. Pomimo tego, że mamy pomoc do Karinki, to nie chcemy, by opiekunka spędzała z naszymi dziećmi więcej czasu, niż my sami. Dlatego też nadal staramy się angażować dzieci we wszystko, co się tylko da i nie zostawiać ich z kimś innym. Tak jest na razie, takie są plany i oby się powiodły.

Tymczasem po każdym powrocie do domu z pracy, czeka na mnie uśmiechnięta Karinka z wyciągniętymi rączkami. A w żłobku Tomek biegnie co sił i rzuca się mamie/tacie na szyję:) To cudne chwile. Innego znaczenia nabiera zabawa z dziećmi, czytanie książek, wieczorne zasypianie, kąpiel, każdy spacer, zabawa i prace domowe. Cieszę się z tego, co mam i że mi się tak wszystko układa.

Czas dla Siebie, na bloga, na przygotowanie do pracy i na swoje hobby mam późnym wieczorem i nocą. To nie najlepsza pora biorąc pod uwagę zmęczenie dniem. Gdy jednak weźmie się pod uwagę spokój i ciszę to idealny czas na wszystko. 
Ciekawe, jak radzą sobie inne mamy?



Karinka jest tak malutka, że wchodzi nam "o zgrozo" do pralki!!!!


Próba zjedzenia kiwi:)



18 komentarzy:

  1. Kurcze, odważna jesteś! ;) Ja się jeszcze nie zdecydowałam żeby dać Olusiowi jogurt do samodzielnego jedzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie. Sama podaje jogurt córce, aż taka odważna nie jestem. ;) A nie dajesz jej żadnego śliniaka? Ja zakupiłam taki wielki foliowy z kieszonką - nawet daje rade, choć nie zawsze. ;)

      Usuń
    2. Uczę dzieci jeść samodzielnie już wcześniej. Karinka częściowo sama się tego domaga, bo widzi, że Tomek sam je. Już się przyzwyczaiłam, że po tym mam sporo sprzątania, co poradzić? To są dzieci:) Tymczasem kwestia śliniaka u nas to duży problem, bo Tomek nigdy nie chciał mieć śliniaczka i jak tylko podrósł to zaczął się temu przeciwstawiać. Karinka go podgląda i także nie chce śliniaka. Tomek już bardzo ładnie je i właściwie nie potrzebuje śliniaczka, ale Karinka tego nie rozumie:( Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Powodzenia, na pewno uda sie pogodzić jedno z drugim!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie:) Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Inne mamy? Też improwizują :-). Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami zdaje mi się, że inne kobiety są jakoś lepiej/inaczej zorganizowane. Czasami nawet mam wrażenie, że cieszą się, gdy idą do pracy, bo odpoczną? - a ja jeszcze tęsknię:( Gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Kiedy przeczytałam jak jesteś obecnie zalatana to pierwsza myśl, kóra się pojawiła to: kiedy śpisz kobieto? ;-) Wiem, że życie większości młodych mamuś jest ciężkie, tym bardziej, że niektóre chętnie zostały by w domu ze swoim maluchem trochę dłużej, ale rodzina potrzebuje pieniędzy. Kiedyś na blogach trwała dyskusja, dlaczego wszyscy nie mamy czasu i ktoś dał takie wyjaśnienie - całkiem logiczne, że dawniej prawie w każdym domu była jakaś kobieta, która nie musiała czy nie chciałą iść do pracy (mama, babcia)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano różnie bywa z tym spaniem. Czasami śpię tylko 4h i jest dobrze, ale kiedyś muszę to odespać, więc zdarza mi się raz w tygodniu pospać dłużej. Mąż wówczas zajmuje się dziećmi. Jakoś te spanie ogarniam:) No tak, gdyby nie potrzeba zarabiania, może pzostałabym nieco dłużej w domu, choć z dnia na dzień wydaje mi się, że to dobre rozwiązanie, że jednak jestem w pracy. Dobre dla mnie samej... Kiedyś w ogóle było inaczej, ale co począć..? Teraz układamy życie tak, jak możemy najlepiej i dostosowujemy się do obecnej rzeczywistości... Życzę wszystkiego dobrego i gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  5. powodzenia :) a jedzenie Karinki - Urocze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za kolejne wsparcie:) Życzę wszystkiego dobrego i gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Podziwiam Kochana i zdecydowanie masz rację- dzieci są w tym wszystkim najważniejsze. Trzymam kciuki, by wszystko układało się po Twojej myśli!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Tobie Madziu także dziekuję za słowa otuchy!:) Wszystkiego dobrego:)

      Usuń
  7. Super, że jesteś odważna i wrocilas do pracy bez kompleksów czy zawracania sobie głowy tematem, że jesteśmy niezastąpione. Bo być może i jesteśmy ale życie to życie i dla siebie też trzeba coś zrobić. Pozdrawiam cieplo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, nie można się obudzić "z ręką w nocniku" za kilka lat, gdy dzieci będą duże i będą chciały odejść z domu:( Tymczasem gorąco pozdrawiam i życzę wsystkiego dobrego:)

      Usuń
  8. Moje dzieci jak były małe nie wpałdy na genialny pomysł wejscia do pralki (mam nadzieję, że fotka ustawiana) ale bliźniaki miały dwa pomysły: raz wysmaorwały dżemem telewizor (stary) nawet nie mieliśmy siły się zdenerwować ze śmiechu, drugi raz - wymazali kupą ścianę ... to już była masakracja.

    OdpowiedzUsuń