środa, 30 stycznia 2019

Praca w domu to także praca!

pisanie
Pisanie to także praca. Przy komputerze pracuje wiele osób o różnych profesjach...

Dzisiaj w temacie wykrzyknik, czyli zaczynam dość nietypowo;). 

Na tapecie znany temat, a mianowicie o tym, że praca w domu i przy dzieciach do lekkich i przyjemnych nierzadko nie należy i, że to też jest praca! Praca do końca życia. 

Wiele kobiet ucieka od tego tematu lub go marginalizuje. Kobiety zazwyczaj umniejszają swoją pracę domową. Nie chcą przyznać, że praca w domu to praca i to ciężka. Zdarza się, że jedne kobiety wyśmiewają się z drugich, gdy te dokonały swoich wyborów na rzecz pracy w domu (dla rodziny i niekiedy także zawodowej-zdalnej). 

Często ma się to nijak do pracy "u kogoś", bo w każdej pracy "u kogoś", możesz sobie zrobić przerwę, możesz pojechać na urlop, możesz z niej odejść lub z niej zrezygnować, masz prawo zachorować, możesz się z czymś spóźnić, możesz coś zawalić, może się zdarzyć wiele. 

I chociaż w domu także może się zdarzyć wiele, to z domu i  rodziny nie zrezygnujesz, nie oddasz dzieci, nie wyjedziesz na urlop bez nich, nie możesz wyjść z domu sama w dowolnym momencie, nie możesz być na zwolnieniu lekarskim i leczyć się w łóżku, odpoczywać. Nie masz przerwy od codziennych prac, od gotowania, sprzątania, prania, układania, uczenia dzieci, rozmów, czytania. Jesteś częściowo ubezwłasnowolniona. Masz pod opieką życie swoje i dzieci i wszystko inne, co się z tym wiąże.  Rodzina jest czymś, co masz już do końca życia i od Ciebie najwięcej zależy, jak ona będzie funkcjonować i wyglądać, a w to trzeba włożyć wiele pracy i wysiłku...

A pro po rodziny. Kiedyś jakaś blogerka zrobiła wpis na blogu i w temacie napisała "dostałam dożywocie", czy coś w tym rodzaju. Po jego temacie byłam przekonana, że poszła do więzienia i dostała dożywocie. Oczywiście natychmiast weszłam, by przeczytać, dlaczego taki ciężki wyrok i co się stało?

Okazało się, że ma dwójkę dzieci, w przykrych okolicznościach musiała się rozstać (by przeżyć) ze swoim mężem i ma młyn w życiu taki, że ledwo daje sobie radę. A właściwie to jeszcze nie wie, jak sobie ze wszystkim poradzi. Dosadnie, rzeczowo i prawdziwie opisała swoją aktualną sytuację i pozwoliła sobie na komentarz, że to jest jak "dożywocie". To przykre, ale myślałam o tym i ona pisała prawdę, użyła celnego i trafnego porównania. 
Kobieta została sama, ma na głowie pracę w domu, pracę z dziećmi i pracę zawodową (czyli w sumie trzy etaty). To w temacie rodziny, którą ma się do końca życia i którą kocha się ponad życie i trzeba jej trochę poświęcić i ciężko harować, by wychodzić na prostą.

Troszkę zeszłam z tematu (ale tylko dlatego, że rodzina wiąże się z pracą w domu), więc wracam. Kobiety wychowują dzieci i prowadzą dom. To one najczęściej ciężko pracują w domu. Większość osób traktuje takie kobiety i to, co one robią, jako coś oczywistego, jako coś normalnego i jako nie pracę, a ot, normalną i oczywistą egzystencję. Egzystencję rozumianą, jako łatwą, sielską i przyjemną.  Ile to ja razy słyszałam: "ach, Ty jesteś na urlopie - ale Ci dobrze". A to owszem był urlop, ale macierzyński, albo wychowawczy, który wiąże się z pracą, a nie z odpoczynkiem.

Często spotykam kobiety-matki i wiele z nich umniejsza rolę pracy kobiety w rodzinie. Wiele z nich bagatelizuje swoją i innych pracę w domu lub żartuje sobie z tych kobiet, które w domu pracują. Uważają one, że jeżeli kobieta wychowuje dzieci, prowadzi dom i być może pracuje zawodowo z domu, to już w ogóle ma łatwo i przyjemnie. Nic, tylko pozazdrościć, "bo Ty siedzisz w domu".

Kobiety są często przez takie komentarze niedowartościowane, zakompleksione, często zagubione lub niepewne, co do siebie i swojego dalszego życia. Nawet jeśli kobieta ma plan, co dalej i go w jakiejś mierze realizuje i już wiele rzeczy jej się układa wyśmienicie, to to jest nic. Często nie czuje się pewna tego, co robi. Często nie chce o tym mówić, bo może wywołać to mieszane komentarze. Takie kobiety często znacznie ciężej harują, by w końcu wszystkim wszystko znów udowadniać i by osiągnąć zamierzony cel lub marzenie. Gdy już go osiągną to mówi się, że się w domu wynudziły i wreszcie coś robią dla Siebie.

Obecnie także prowadzę dom i pracuje z domu, i napiszę Wam, że nie jest sielsko, a mój dzień pracy to minimum 18 godzin. Mam zatem około 6 godzin snu, który byłby dla mnie wystarczający, gdyby nie był zakłócany przez różne nieoczekiwane, lub niezaplanowane zdarzenia rodzinne.
To normalne i tak jest, gdy jest rodzina, gdy w domu jest więcej niż jedna lub dwie osoby. 

Często słyszę rozmaite komentarze, ale napiszę Wam, że już nie dyskutuję, nie biorę udziału w takich rozmowach. Jeżeli ktoś chce rzeczywiście porozmawiać lub ma ochotę dowiedzieć się, jak jest naprawdę to chętnie opowiadam, ale nie włączam się do rozmów "bardzo mądrych i wszystkowiedzących ludzi". Wiem swoje, znam życie od tej prawdziwej strony i nie upiększam fałszywie rzeczywistości, która bywa lekka i przyjemna, ale także trudna i przykra.

Jak jest u Was?

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Cele na Rok 2019 - czy ktoś to jeszcze planuje?

   
http://ciaza-przed-40tka.blogspot.com/http://ciaza-przed-40tka.blogspot.com/http://ciaza-przed-40tka.blogspot.com/
Ja przed Nowym Rokiem:) - uwielbiam tę sukienkę!!

Jeszcze mamy styczeń, więc mogę zacząć pisanie od moich postanowień na 2019!

Mam taki zwyczaj, że w grudniu Starego Roku zawsze rozliczam się ze swoich starych postanowień, a w styczniu Nowego Roku spisuję nowe.

Robię to każdego roku, systematycznie, sumiennie i zawsze. 
Okazało się, że tym razem po raz pierwszy w życiu nie zrealizowałam 60% swoich ubiegłorocznych postanowień! Z ogromnym niedowierzaniem wlepiałam wzrok w mój kalendarz, gdzie zapisałam moje punkty. Śmieszne w tym wszystkich jest to, że nie były to jakieś wygórowane cele, a proste i rzeczywiście do zrobienia rzeczy. Nie miałam też tych punktów sporo, a mimo to, nie zrealizowałam ich. Po raz pierwszy nie zrobiłam tego, co sobie wytyczyłam na dany rok. 
Były lata, gdy tych punktów było sporo i do tego ciężkiego kalibru, a jednak robiłam zawsze wszystko po kolei. Jakimś cudem wszystko miałam zawsze odhaczone. Tym razem nie udało się i przyznam, że było mi z tego powodu trochę przykro, ale oczywiście wiem, dlaczego tak się stało.

Gdy człowiek zakłada rodzinę, gdy w domu pojawiają się dzieci, to jego cele i zamierzenia schodzą na plan dalszy. Wiele rzeczy można planować i wiele można chcieć zrobić, ale wystarczy, że dziecko jest chore i już wszystko można spalić na panewce. Najważniejsze jest jednak małe dziecko. Decydując się na dzieci wiedziałam, że w pierwszych latach ich życia zrezygnuję z wielu swoich spraw i zakładałam to odgórnie. Nie było mi też niczego żal, bo jednak wiele swoich planów osiągnęłam i wiele marzeń spełniłam, więc przeszłam nad tym do porządku dziennego. choć przyznam bywało trudno. Myślę, że gorzej jest z kobietami, które decydują się na dzieci w młodszym wieku (gdy nie mają pomocy), bo mogą czuć pewien niedosyt, nazwę to kolokwialnie, życia.

Wracając do postanowień na ten rok, to lista jest porównywalna z poprzednim rokiem, jednakże muszę nadgonić punkty niezrealizowane w 2018 i dodatkowo zrobić kilka nowych.
 Podzieliłam sobie też moje zamierzenia na miesiące, bo tym razem muszę mieć wszystko zrobione. Napiszę bardzo korporacyjnie, że dołożę wszelkich starań a "wykonam plan". Oby tylko coś poważnego nie stanęło mi na drodze, bo wówczas może być źle:(

Tak się zastanawia, czy wiele osób robi jeszcze postanowienia noworoczne? Czy może jestem jakimś niezłym dinozaurem?

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Udanego Nowego Roku 2019

nowy rok

W Nowym Roku 2019 
życzymy Wam dużo radości, spokoju, cierpliwości a także spełniania marzeń i realizacji wszelkich planów oraz uśmiechu i po prostu szczęścia we wszystkim i wszędzie, gdzie to tylko możliwe.

Kamila z Rodziną

wtorek, 30 października 2018

Szkoła dla sześciolatka nie taka straszna.

Tomek już po pierwszym dniu w szkole:)
 
Tomek od września poszedł do zerówki szkolnej. Uznaliśmy, że tak będzie najlepiej. W decyzji pomogła nam sugestia i rada Pani Profesor Jagody Cieszyńskiej oraz (nie ukrywam) nasze niezadowolenie ze słabej edukacji w przedszkolu. 
Długo nad tym myśleliśmy i rozważaliśmy wszystkie za i przeciw. Braliśmy pod uwagę zmianę otoczenia dla dziecka, jego odczucia, uciążliwości dla rodziców i tysiące innych rzeczy. Dużo z Tomkiem rozmawialiśmy i przygotowywaliśmy go na zmiany w jego życiu. Na szczęście Tomek nie był jakoś specjalnie przeciwny, a że zbiegło się to wszystko z tym, że koledzy w przedszkolu zaczęli mieć inne upodobania i zainteresowania, niż Tomek, to bardzo nam to pomogło.
Obecnie z perspektywy już prawie dwóch miesięcy jesteśmy, z tej decyzji bardzo zadowoleni. A Tomek?
Tomek jest szczęśliwy i cały czas nam o tym mówi, co nas jeszcze bardziej cieszy. Uważa, że to była dobra decyzja i zarówno szkoła, jej system, nowe dzieci, nowe otoczenie, jak i zasady bardzo mu się podobają. 
Muszę przyznać, że pytałam wcześniej o tą szkołę i zbierałam informację to tu, to tam, ale jednak wiele tego, co otrzymałam było bardzo subiektywne i często szczątkowo przekazywane przez rodziców, mniej lub bardziej zadowolonych lub czasami także sfrustrowanych. Wobec czego do końca nie byłam przygotowana na to, co nas będzie czekać.

Tomek otrzymuje od zastępcy Burmistrza wyprawkę dla przedszkolaka, a na zajęciu obok już przed szkołą:)

Po tym wszystkim pierwszy miesiąc w szkole to było, przede wszystkim dla mnie, ogromne pozytywne zaskoczenie. Uważam, że zarówno organizacja, jak i zdroworozsądkowe podejście do wielu rozwiązań i rzeczy jest w niej bardzo dobre i nam to odpowiada. Tomek trafił także na bardzo miłą, serdeczną, wyrozumiałą, dyskretną i wymagającą Panią, a to często jest najważniejsze.

Tomek jest w zerówce w szkole sportowej, a co z tego wynika? Dzieci mają dużo sportu i są bardzo mocno zaangażowane w różne rodzaje aktywności. Po zajęciach szkolnych można je także zapisać na inne dodatkowe zajęcia sportowe, które są dodatkowo płatne. Jest wiele zajęć pozasportowych, w których dziecko może uczestniczyć. W godzinach szkolnych dzieci mają także basen, za który płacimy dodatkowo, ale to nie jest takie istotne. Najważniejsze jest to, że basen mają z wykwalifikowaną kadrą, której zależy na solidnej nauce dziecka. Te zajęcia nie obciążają także rodziców, bo nauczyciele i trenerzy sami idą z dziećmi na basen i je potem odprowadzają do szkoły, do świetlicy lub do klas.

Długo i dużo mogłabym pisać o szkole Tomka, jednak postaram się skupić na podsumowaniu i może wnioskach, które nam bardzo pasują. Nam szkoła odpowiada, a Tomek nadal jest zachwycony i zaczyna myśleć inaczej niż przedszkolak. Ma priorytety i przyszłe plany związane ze szkołą. To wręcz niesamowite!! 
Mój syn staje się coraz bardziej samodzielny i pewny siebie!:)

PODSUMOWANIE:
  • w szkole dzieci muszą być na 8.00 i mają planowane zajęcia średnio do 14.30, tzn. nie można ich odbierać wcześniej,
  • dwa razy w tygodniu jest rytmika,
  • dwa razy w tygodniu W-F (45 minutowe zajęcia sportowe),
  • dwa razu w tygodniu angielski,
  • dwa razy w tygodniu religia,
  • raz w tygodniu basen 45 minut (płatny),
  • od 14.30 do 16.00 jest aktywna świetlica sześciolatków,
  • od 16.00 do 17.00 dzieci oczekują w świetlicy dla wszystkich dzieci z klas 0-III (nadmienię, że nie ma wówczas dużo dzieci. Tomek był raz w tych godzinach na świetlicy - zresztą na własne życzenie - i był zachwycony!),
  • jeżeli w godzinach między 14.30 a 17.00 dzieci są zapisane na inne zajęcia pozalekcyjne to opiekun/trener przychodzi i odbiera dziecko ze świetlicy, a potem je odprowadza (wcześniej rodzice piszą pozwolenie),
  • sześciolatki i klasy pierwsze mają swoją oddzielną część w szkole z toaletą (oczywiście jest taż szatnia),
  • każdy sześciolatek ma osobną szafkę na wszystkie przybory i książki,
  • w szkole jest także dwóch logopedów, którzy pracują z każdym dzieckiem przynajmniej raz w tygodniu,
  • dla sześciolatków są oddzielne terminy na spożywanie posiłków na stołówce. Posiłki można wykupić oczywiście w dowolnym zestawie,
  • dzieci co miesiąc mają koncert w szkole i dwa razy w miesiącu wyjścia, np. do muzeum, na zajęcia do MDK lub w inne ciekawe miejsce. Do tej pory byli już w muzeum etnograficznym w pracowni gliny, cukierków i biżuterii,
  • oprócz tego czeka ich wiele różnych atrakcji przewidzianych dla klas 0-III, jak np. bal karnawałowy:).
Jeżeli rodzice pracują i nie mają pomocy do dzieci to nasza szkoła bardzo im w tym pomaga, by mogli jakoś sobie poradzić i pracować. Mają do godziny 17.00 (lub dłużej, jeżeli dziecko uczęszcza w zajęciach po 17.00) zagwarantowaną opiekę dla swoich dzieci. To jest piękne! Oczywiście, że niekiedy dzieci wolałyby więcej czasu być w domu, ale czasami się nie da. Co ma zrobić rodzić, który musi pracować i chce edukować swoje dziecko? Chętnie liczy na pomoc szkoły, przedszkola. A szkoły, tak jak i przedszkola uczą życia, tylko może nieco wcześniej;)) 

A, i jeszcze jedno. Ubolewam nad tym, że ponownie to siedmiolatki zaczynają pierwszą klasę, a nie sześciolatki. Uważam, że lepszym rozwiązaniem dla dziecka jest to, że zaczyna się uczyć wcześniej i wcześniej do wielu rzeczy dojrzewa. Tak, jak teraz nasz świat rozwija się w tempie zabójczym.

Mój Zerówkowicz:)