poniedziałek, 18 listopada 2013

Okropnie się poryczałam...

Weekend był bardzo pracowity, bo i sprzątanie, ostatnie zakupy dla nowego dzidziusia i odwiedziny w IKEA. Z Tomutkiem w domu została moja siostra, dlatego też wykorzystaliśmy ten czas, na załatwienie ostatnich sprawunków w centrum handlowym. W grudniu już nic mnie nie wyciągnie do centrum handlowego, no ewentualnie jakaś cudownie olśniewająca dekoracja lub jakaś przepiękna i jedyna w swoim rodzaju choinka!:)


Tu już w 33 tygodniu - wczoraj na Targówku, w drodze do IKEA 


Wieczorem mój mąż udał się do kina, a ja mogłam usiąść i poczytać Wasze posty, nadrobić korespondencje, zapłacić rachunek telefoniczny, ugotować zupę na jutro i przygotować torbę Tomutka na poranne wyjście do ortopedy na kontrolę stópek i chodzenia.

Oj, lubię tak posiedzieć wieczorem z dwie lub trzy godziny a może i dłużej i trochę poczytać, co się dzieje w świecie, u innych kobiet i rodzin, jak sobie radzą z codziennością. Często dowiaduję się wielu nowych rzeczy zwłaszcza dotyczących macierzyństwa, bo jakby nie było matką zostałam stosunkowo niedawno i ciągle się uczę.
Wiele stron mnie inspiruje, więc robię notatki, by niczego nie zapomnieć. Wierzę, że wiele informacji przyda mi się w życiu i w przyszłości. Może przez to zmienię nawet swój zawód:)? 
Kto to wie...?

Często trafiam także na smutne historie i opowieści i one dają mi dużo do myślenia. Potem siadam z mężem i rozmawiamy na ich temat, bo czasami należy się po prostu zastanowić nad sobą, nad tym, co mamy i czy to na pewno doceniamy? że może za dużo narzekamy? i może za dużo wymagamy od siebie? itd...

Wczoraj poryczałam się na okropnie i to do tego stopnia, że nie mogłam się uspokoić. A to po przeczytaniu posta polecanego przez Annę ze strony: Marny Puch. Ania zachęca do przeczytania historii pt."gdyby to był film" z bloga  Klocek i Kredka.
(Aniu mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że piszę tu o Twoim poście?)

To bardzo smutna historia "Zosi" i daje dużo do myślenia i wręcz nakazuje przeanalizować nasze życie.
Życie Zosi to prawdziwy apel do wszystkich, by cieszyli się tym, co mają i czego nie dostrzegają każdego dnia, by docenili każdy uśmiech naszego dziecka, nasze zdrowie, kochające się rodziny, przyjaciół, pracę, mieszkanie, dostępne środki do życia, możliwości, jakie mamy i nawet to, że nie musimy odmawiać naszym dzieciom dokładki zupy podczas obiadu.
Po przeczytaniu takich historii chce się krzyczeć w niebo głosy i pytać, dlaczego tak jest, że są ludzie, których tak krzywdzi los? 
Ma się ochotę bardziej zacisnąć pasa we własnym gospodarstwie domowym. 

Dołączyłam do akcji Anny dla Oliwki i zachęcam Was do odwiedzenia strony: Sie Pomaga i wsparcia choć kilkoma złotówkami Oliwki.


Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta!!!
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Na pewno będą jeszcze ciekawe konkursy!!!:))))
Chwalcie się swoimi dzieci i osiągnięciami związanymi z wychowaniem, a tym samym pomagajcie w wychowaniu innym.

10 komentarzy:

  1. Ślicznie wyglądasz w 33 tyg. :)
    Co do posta też go czytałam i co prawda nie płakałam ale było mi smutno..

    Ja również lubię czytać posty innych Mam lub przyszłych Mam, często notuję żeby nigdzie mi na zaś nie umknęło ;)

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami czytanie innych postów traktuję, jako obowiązkową lekturę:) Jakby nie było dużo można się tu dowiedzieć i nauczyć:) Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Kamilko uroczo wyglądasz z brzuszkiem, pięknie Ci w tym stanie...
    Mnie też, czasami zupełnie przypadkiem, zdarza się zajrzeć na naprawdę wyjątkowe blogi, gdzie każdy post porusza... Najczęściej są to te o bardzo chorych dzieciach... Wtedy człowiek dostrzega tak namacalnie ile ma w życiu szczęścia i że nie da się go zmierzyć zagraniczną wycieczką, markowymi ubraniami itd...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa. Tymczasem myślę sobie, że częsciej powinniśmy się cieszyć tym, co mamy i to doceniać po wielokroć... Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Pięknie wyglądasz z tym brzusiem ;-)). A jeśli chodzi o chore dzieci, to ja wciąż zadaję sobie pytanie dlaczego tak jest, dlaczego Bóg na to wszystko pozwala? Wczoraj Maks przy kolacji zadał nam pytanie, czy będzie żył krócej od Mieszka. Bo przecież ja jestem starszy i pewnie szybciej umrę prawda? Strasznie mi się smutno zrobiło. Co wtedy odpowiedzieć. Mąż powiedział, że niby tak, ale to , że ktoś jest młodszy wcale nie oznacza że będzie żył dłużej. Oj ciężko na takie tematy się rozmawia z dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) ...i mnie czekają trudne rozmowy z synkiem. Myślę, że będę musiała się do nich wcześniej przygotować, o ile to możliwe:) Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Straszne, że takie małe dzieci muszą tyle wycierpieć :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorszy jest smutek w oczach dziecka...
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Bardzo Ci dziękuję, że podałaś dalej. W mojej ostatniej notce jest też link do aukcji na FB, który podrzuciła mi Matka Wariatka ze Świata Szymka. W 2 czy 3 dni zebrał się już 3 tys. Jeszcze dużo brakuje do operacji, ale myślę, że się wyrobią.

    Niestety nie mamy wpływu na to, co się dzieje. Odkąd mam dziecko, jestem bardzo wrażliwa na takie historie. Dosłownie pęka mi serce gdy czytam/widzę/słyszę o krzywdzie czy chorobie dziecka.

    Nie denerwuj się, aż tak bardzo teraz, bo dzidziuś w Twoim brzuszku wtedy też się denerwuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jest podobnie, od kiedy jestem matką inaczej patrzę na rodzinę, na dzieci, na biedę i na chorobę. Najgorsza w tym wszystkim jest chyba choroba, bo często jesteśmy wobec niej bezsilni i to mnie przeraża. Chciałabym wszystkim chorującym pomóc, ale tak się nie da. To jest niewykonalne. Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń