wtorek, 24 czerwca 2014

Uciążliwa wysypka (i ciemieniucha) u Kariny - ku przestrodze dla innych mam karmiących

Już po Wielkanocy chciałam napisać ten post, a to ku przestrodze dla innych mam karmiących. Ciągle to odwlekałam w czasie i dopiero teraz piszę. Na szczęście to temat zawsze aktualny.
Czasami karmiąc nasze dzieciątka popełniamy małe grzechy i skusimy się na coś niedozwolonego. Konsekwencje tego ponoszą głównie dzieci, a my to tak przy okazji.

Otóż jakiś czas temu pozwoliłam sobie zjeść zakazany owoc, czyli całą soczystą i pachnącą pomarańczę. Pisałam o tym TU. Przypomnę, że cały czas nadal karmię Karinkę moim mlekiem, czyli powinnam przestrzegać diety.

Po tym bezmyślnym posiłku, w ciągu dwóch dni na Karine zaczęła się pojawiać najpierw lekka wysypka w kilku miejscach na ciele, następnie wysypka bardziej czerwona na prawie całym ciele i na końcu pojawiła się bardzo zaogniona wysypka na całym ciele, a właściwie to był jeden wielki strup. Karinę nic nie swędziało, nie miała temperatury i normalnie jadła, uśmiechała się, czyli wydawało by się, ze wszystko było ok. Jednakże wyglądała okropnie!

Zastanawiałam się wówczas, co to mogło być, bo nie "wpadłam" od razu na to, że to może być coś związanego z moją dietą. Generalnie diety przestrzegałam i nadal w okrojonej wersji - przestrzegam, tylko jakoś uleciała mi ta pomarańcza.
Gdybanie nie miało wówczas sensu, więc odwiedziłam lekarza.

Lekarz jednoznacznie stwierdził, że to nie różyczka, którą podejrzewałam od początku, a jedynie uczulenie na coś. Po krótkim wywiadzie szydło wyszło z worka, winna była pomarańcza i do wszystkiego przyczynił się jeszcze mój ulubiony serek homogenizowany.

Wszem i wobec wiadomo, że pomarańcze są spryskiwane chemią, a serki homogenizowane są naszpikowane chemią. Pomarańczę zjadłam z głupoty, a serki homogenizowane uwielbiam i wówczas przesadziłam z ilością zjadanych serków - dziennie zdarzyło mi się zjeść nawet 3 opakowania! Teraz serków już nie jem, no mogę sobie pozwolić na jeden w tygodniu, ale i tego unikam.

Skóra Karinki z powodu wysypki była maksymalnie przesuszona, więc pani doktor kazała mi się skupić tylko na tym, by ją często nawilżać i rzadziej kąpać. Nie zmieniałam balsamu do nawilżania Karinki, ale rzeczywiście zaczęłam ją nawilżać cztery razy dziennie i dwa razy w nocy. Ponad to kąpałam ją i właściwie nadal kąpię co drugi dzień.

Pani doktor zauważyła, że do wysypki mogła się także przyczynić zmiana wody do kąpieli, o czym teraz już pamiętam i na pewno na długo zapamiętam.

Na domiar wszystkiego u Kariny pojawiła się paskudna ciemieniucha. Olbrzymia, tłusta i żółta -blee. Tu pani doktor zaleciła smarowanie tłustym kremem nagietkowym.

Krem nagietkowy odrzuciłam po jednym dniu stosowania. Nie wiem, czy może nieumiejętnie go używałam, czy może źle się nastawiłam do niego, ale po posmarowaniu Karinki główki tym kremem, jej skórka wyglądała jeszcze gorzej. Cała główka była przetłuszczona i ciężko było mi ściągać szczoteczką wszystko wraz z ciemieniuchą. Dlatego zaczęłam się zastanawiać, co można by było zastosować, by ciemieniucha zniknęła i bym nie musiała używać jakiś tłustych kremów albo jeszcze jakiś innych maści.

Do głowy przyszła mi moja ulubiona i dobra na wszystko woda termalna. Zawsze gdzieś ją mam pod ręką i często mi w życiu pomagała na różne dolegliwości. Może to nie jest jakaś woda cud, jednakże ja ją uwielbiam i polecam na różnego rodzaju skórne zmiany. Tym razem stwierdziłam, że spróbuję ją zastosować na dolegliwości Karinki. Nie miałam nic do stracenia, bo nie jest szkodliwa dla małych dzieci.




Efekt był prawie natychmiastowy, bo w ciągu dwóch dni ciemieniucha zaczęła znikać. Na czystą umytą główkę pryskałam wodę termalną. Odczekałam i lekko osuszyłam i tak kilka razy dziennie. Na noc dodatkowo smarowałam głowę kremem Karinki. Na filmie powyżej jest dokładnie pokazane, jak to robić. Po raz wtóry utwierdziłam się w przekonaniu, że czasami możemy zastosować inne metody leczenia niż zaleci lekarz i niekoniecznie od razu musimy używać jakiś maści, lub kremów dziwnej treści itp.

A tak na marginesie ciekawa jestem Waszych doświadczeń z wysypkami u dzieci?

Aha - Nie piszę tutaj o wodzie termalnej w celach zarobkowych, bo na tym nie zarabiam, ale po to, by podzielić się z Wami tym wartym uwagi specyfikiem.
Osobiście bardzo cenię sobie wybrane kosmetyki dla Siebie i dla dzieci i choć czasami niektóre produkty są bardzo drogie to wiem, że warto mieć w torebce pod ręką, np. wodę termalną - a zwłaszcza latem. Pomaga na różnego rodzaju wysypki, oparzenia, suchość skóry i pomogła Karince na ciemieniuchę:)




Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta!!!
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Chwalcie się swoimi dzieci i osiągnięciami związanymi z wychowaniem, a tym samym pomagajcie w wychowaniu innym.

11 komentarzy:

  1. Mnie jeszcze takie tematy nie dotyczą, ale mam nadzieje, że kiedyś będą! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Ci życzę, byś miała kiedyś zdrowe dziecko i byś nie musiała się przejmować takimi tematami:) Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Dzięki za radę, może się przydać, na szczęście nie mamy na razie tego typu problemów. Cytrusów nie jem na wszelki wypadek, choć pomarańcze bardzo lubię. Ogólnie unikam tylko kilku produktów - takich wzdymających z typu kapusta, groch, tak to jem prawie wszystko, ale z umiarem. Jadłam tez truskawki, a one ponoć tez mogą wywołać uczulenie - ale nic się nie stało. U nas jedynie podczas bardzo gorących dni pojawiały się potówki, ale one znikają po kąpieli z emolientami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WIesz, że ja także czasami podjem truskawki, ale mało. Nie chcę kusić losu, więc jestem już bardziej ostrożna. Potówki też mieliśmy, ale bardzo krótko. Za ciepło ubierałam Karinę i dlatego się pojawiły. Serdecznie pozdrawiam i dużo zdrowia życzę dla Ciebie i całej rodziny:)

      Usuń
  3. O widzisz. Ja na ciemieniuchę to oliwkę stosowałam. Współczuję tych problemów skórnych Karinki. Ale może po prostu za dużo tego serka jadłaś i to przez to. pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ale serka już nie jem i bardzo ubolewam z tego powodu:( Życzę wszystkiego dobrego i gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  4. U nas większych problemów nie było, lekka ciemieniuszka - stosowałam oliwkę i szybko się z tym uporaliśmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy mówią i piszą o oliwce, a ja jakoś sobie nie dawałam rady z tymi tłustymi konsystencjami:( Wszystkiego dobrego. Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Oliwka to najgorsze zło,pogorszyłam tylko stan główki;/Pomogła Mustela na ciemieniuchę;)Polecam.Co do jedzonka podczas karmienia to ja najpierw czytałam czy mogę a potem dopiero jadłam lub nie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także teoretycznie mam dietę matki karmiącej w jednym paluszku... Czasami tylko pozwalam sobie na jakieś odstępstwa:( Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  6. No niestety, każdy rodzic w końcu to musi przejść :D

    OdpowiedzUsuń