wtorek, 20 października 2015

Choroba bostońska nadal nas nie opuszcza - na pocieszenie wspominaliśmy w weekend nasz wrześniowy pobyt w ZOO.

Już prawie jesteśmy w ZOO:) Jeszcze tylko parę metrów...

Niestety nadal wszyscy jesteśmy w domu, bo choroba bostońska trzyma nas jeszcze troszkę. Na szczęście nie jest już tak źle, jak jeszcze tydzień temu. U Tomka w ogóle objawy były skromne, ale krostki jeszcze całkowicie nie zniknęły, więc nie wysyłamy go jeszcze do przedszkola. U Karinki wreszcie zaczęły schodzić owrzodzenia z rączek i z nóżek. Tu krosty i rany utrzymywały się najdłużej. Z pleców i klatki piersiowej schodziły szybciej. Jednakże do gładkiej skóry Karinie jeszcze trochę brakuje. Myślę, że tydzień jeszcze jej zajmie to, by całe ciało wyglądało gładko, jak wcześniej. Karinka chce się ciągle drapać i ciężko ją powstrzymywać. Staramy się ją non stop czymś zajmować i oczywiście systematycznie smarujemy. Teraz już sama wie, że musimy posmarować ciało i nie stawia oporu. Na początku było bardzo trudno. Smarowałam ją na siłę, mąż nie był taki bezwzględny. Gdy mam gdzieś w tyle głowy, że dziecku może się pogorszyć i przez to wylądować w szpitali, robię wszystko, by dziecko wyzdrowiało.

W takich chwilach, gdy dzieci są chore i mają już tą świadomość, staramy się robić wszystko, by o tym nie myślały. Jednym z takich sposobów, jest wspólne oglądanie zdjęć. Tomek to uwielbia, a Karina robi to, co Tomek, więc także chętnie siada i ogląda z nami.

Tym razem wspominaliśmy naszą udaną wycieczkę we wrześniu do ZOO. Karinka była tam po raz pierwszy i była bardzo wszystkim poruszona i podekscytowana. Natomiast Tomek zachował się, jak prawdziwy dżentelmen, bo chciał być siostry przewodnikiem. Pięknie to wyglądało, gdy starał się jej opowiadać, że tu mieszkają zwierzęta i co one robią. Brał ją za rączkę o prowadził po ścieżkach ZOO. Wyglądali, jak kochające się rodzeństwo. Tu muszę podkreślić, że nie zawsze tak jest, iż nasze dzieci tak pięknie ze sobą współpracują. Czasami bywa koszmarnie, bo albo się biją, albo szarpią za włosy, gryzą, kopią lub bardzo głośna krzyczą. Oj takich sytuacji nie lubię:(

Tymczasem nasza wrześniowa wycieczka była wspaniała, bo wreszcie znaleźliśmy czas, nikt nie był chory i była cudna pogoda na zwiedzanie. Nie było ani gorąco, ani zimno, w sam raz:)))
Mam nadzieję, że już niedługo będziemy się cieszyć zdrowiem i znów będziemy robić sobie różne wycieczki razem.



Świetna okazja do zrobienia zdjęcia na jednaj z alejek w ZOO.

Tomek uwielbia patrzeć na ryby. Był bardzo podekscytowany!

Tomek miał ochotę na wspólne zdjęcie, a Karinka nie. I jak tu pogodzić rodzeństwo:)

Tomek oprowadza siostrę...

...wszystko chce jej szybko opowiedzieć...

Karinka nie zawsze była zainteresowana:(

Oczywiście nie obyło się bez przejazdu kolejką. W ZOO można wydać na dzieci fortunę!!!

Najulubieńsze zajęcie Tomka to karmienie zwierząt trawą.

W ZOO Tomek może spędzić cały dzień i zawsze znajdzie coś ciekawego:)

Kochające się rodzeństwo:))))

8 komentarzy:

  1. Widać, że wycieczka była bardzo udana. My się wybieraliśmy, ale jakoś nie dotarliśmy. Może na wiosnę. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wycieczka była wspaniała, nic tylko wspominać:) Gorąco pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Byliśmy tam nie raz, uwielbiamy spacery po Zoo.. Może w listopadzie jak będziemy i będzie ładna pogodna to znów nadarzy się okazja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogli by tylko nieco obniżyć ceny dla matek z dziećmi;) Serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  3. to prawda przyjemnie powspominać pięknie spędzane dni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to uwielbiam:) Słoneczne pozdrowienia:)

      Usuń
  4. My bylismy w zoo rok temu, kiedy nasze dzieciaki byly mniej wiecej w wieku Tomka i Karinki. Zadne jednak nie okazalo wiekszego zainteresowania kiedy okazalo sie, ze zwierzat nie wolno dotykac... W tym roku sobie odpuscilismy. ;)

    U nas tez z ta miloscia bywa bardzo roznie. A wlasciwie to w domu kloca sie niemal od rana do wieczora. Bi wykorzystuje swoja sile do popychania brata albo zrzucania go z kanapy, a Nik nieraz wrzeszczy tak, ze pedzimy przerazeni co sie dzieje, kiedy tylko siostra sie do niego zblizy... :/ Ale na obcym terenie, jak ostatnio u znajomych, juz trzymaja sie razem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, no to nie masz ciekawych doświadczeń:(
      Przeraziłąś mnie tym zachowaniem dzieci. Obawiam się, że u nas będzie podobnie:( To chyba jest taka oczywista normalność:(
      Gorąco pozdrawiam i zdrowia życzę:)))))

      Usuń