poniedziałek, 22 maja 2017

Bostonka, czyli powtórka z "rozrywki":)

U nas bostonka. Tym razem chora jest Klara. Ostatnio chorowała na nią Karinka z Tomutkiem w październiku 2015. Pisałam o tym TU. I dobrze, że mam tego bloga, bo przynajmniej wszystko od razu mogę sprawdzić, co, gdzie i kiedy było:)

Od początku maja obstawiałam, że Klara będzie chora na ospę, bo u nas w żłobku czas ospy. Jak się okazało Klara zaraziła się od kogoś bostonką i przyznam szczerze, że w ogóle tego nie podejrzewałam. Teraz z perspektywy czasu wszystko zdaje się być jasne. Najpierw była noc z gorączką, potem druga noc z gorączką, a potem dziecko nie chciało za bardzo jeść. To było dziwne, bo Klara jest sumiennym dzieckiem, jeżeli chodzi o posiłki i zawsze o określonej porze wszystko, co powinna to zjada z apetytem. A tu z dnia na dzień apetyt gdzieś się zapodział, czyli można było przypuszczać, że ma ból gardła. 
Na trzeci dzień zaczęły pojawiać się małe krostki na nóżkach. Te po raz pierwszy zauważyłam w centrum handlowym (w miniony piątek). Przypuszczałam, że to może być uczulenie na mango, bo zjadła po raz pierwszy rano. A to nie mango, tylko początek bostonki!
 Jak sobie teraz o tym pomyślę, to mam gęsią skórkę, bo przecież od Klary mogły się zarazić inne dzieci. W centrum handlowym karmiłam ją w pokoju dla dzieci i tam w między czasie były dwie matki ze swoimi pociechami. Ach, wszystkiemu nie da się zapobiec. 
Po załatwieniu kilku sprawunków w centrum, pojechałam tego dnia jeszcze po dzieci do przedszkola i żłobka. Zaprowadziłam je do naszego pobliskiego Jordanka i zadzwoniłam po męża. Mąż przyjechał do dzieci, a ja do domu z Klarą.

Gdy przyjechałam do domu wezwałam lekarza. Przyjechał bardzo szybko i przy wejściu od razu stwierdził, że to bostonka. No tak, Klara miała w kropeczkach już całe nóżki, dłonie, stopy i okolice ust, czyli typowe objawy. Lekarka zaglądnęła jeszcze do jamy ustnej i pokazała mi już charakterystyczne kropeczki także tam.
Kropeczki zaczęły pojawiać się więc w trzeciej dobie od pierwszej gorączki. Około godziny 11:00 zauważyłam pierwsze, nieliczne, a około 19:00 Klara miała wysypkę już na połowie ciała. Tępo ich pojawiania się było dość szybkie.

Zatem na weekend zostałyśmy uziemione w domu. Mąż z dziećmi był na basenie, na pikniku, na wycieczce (hulajnoga+rower) i na placu zabaw, a ja z Klarą w domu:( Nie chciałam ryzykować spacerów, bo to wirus i w razie dodatkowych powikłań może się coś gorszego przypałętać. Kilka dni musimy więc pozostać w domu. Zresztą takie też mamy zalecenia od lekarki. 
Trochę mi żal i smutno z tego powodu. Klara lubi wychodzić na spacery, a i ja nie jestem jakimś wielkim domatorem. Do środy może pomoże nam przy dzieciach moja siostra. Jak nie, to będę musiała wszystkich zatrzymać w domu. Wolałabym tego uniknąć, ale cóż. Jeżeli się nie da, to trudno.

Tymczasem pogoda dopisuje i aż się chce wychodzić na spacery:)
W związku z tym, że i tak muszę być w domu to robię porządki w szafach i z odzieżą dzieci oraz naszą. Tym razem już definitywnie chowam ciepłe rzeczy i mam nadzieję, że nie będę ich musiała powtórnie wyciągać tego lata (mam na myśli ciepłe kurtki i grube bluzy).
Lato zapowiada się pięknie, a my raczej spędzimy je w mieście z różnych powodów, o których może innym razem:)

A od jutra postaram się nadrobić blogowe informacje:)

1 komentarz:

  1. Oj współczuję. Mam nadzieję, że szybko minie. :)

    OdpowiedzUsuń