sobota, 27 września 2014

Domowa edukacja Dwulatka

Od dłuższego czasu , gdy tylko mogę i mam czas, czytam bloga/stronę Mamiczki Czym zająć Malucha. Doceniam jej wszelkie recenzje, opisy i propozycje książek, a także cały wachlarz możliwości pracy z dzieckiem. Wiele razy korzystałam ze wskazówek Mamiczki i wiele razy inspirowała mnie w kolejnych krokach poszukiwania ciekawych zabaw dla malucha a także w sposobie nauczania synka. Tak było między innymi, gdy szukałam jakiś ćwiczeń dla Tomka. Praktycznie nawet nie przypuszczałam, że coś takiego jest. Domyślałam się, że muszą być już takie pomoce dla rodziców, bo przecież w naszym świecie jest już wszystko. Nie każdy rodzic jest też pedagogiem i dlatego z pewnością ktoś zadbał już o tych bez wykształcenia pedagogicznego. W związku z tym, że niestety nie jestem pedagogiem i nigdy się nim nie czułam - potrzebowałam do edukacji Synka, jakiś materiałów. Tak się złożyło, że akurat pisała o tym na blogu Mamiczka i bardzo mnie tym ucieszyła.

Wówczas uważnie przeczytałam recenzje polecanych ćwiczeń dla Dwulatków z posta Mamiczki TU i dalej lawina ruszyła. Najpierw zakupiłam kilka wybranych egzemplarzy, by się przekonać, co jest dobre dla Tomka i co mi wydaje się najlepsze. Po "okresie próbnym" zamówiłam już przez sklep internetowy cały zestaw różnych ćwiczeń. W sumie średnia cena jednych ćwiczeń to 3,50  zł, a zakupiłam ich około 40 egz.

Jak dla mnie takie ćwiczenia to świetna sprawa dla takich osób jak ja. Mam wiele pomysłów, jak podejść synka, by go czegoś nauczyć, ale nie jestem do tego przygotowana jak rasowy nauczyciel, więc w takim przypadku wszelka pomoc dydaktyczna bardzo się sprawdza. Ćwiczenia, które polecała Mamiczka i te które później sama wyszukałam, kierując się jej wskazówkami i moim krótkim doświadczeniem to świetny dodatek do nauki dziecka i kreatywnego spędzania z nim czasu. W ćwiczeniach jest wiele naklejek, obrazków, dziecinnych łamigłówek oraz wiele opisów dla rodziców. Opisy to szczegóły, jak rozmawiać z dzieckiem, jakie zadawać pytania, jak prowadzić dziecko kro po kroku po ćwiczeniach. Takie ćwiczenia to świetna rzecz i jeżeli ktoś ma trochę czasu to polecam.

Z Tomkiem przerabiam codziennie po kilka do 10 stron maksymalnie. To już zależy od tego, ile Tomek chce się bawić i ile jest w stanie się skupić i skoncentrować.


Z tego zestawu najlepsze są chyba ćwiczenia Edulatka. 

Wszystkie ćwiczenia są bardzo kolorowe i wzbudzają zainteresowanie dziecka.

Z wielu różnych ćwiczeń najlepiej idzie Tomkowi pokazywanie, co gdzie jest:)

Z kolorami jest jeszcze słabo, choć Tomek potrafi już pokazać kolor żółty i czerwony!:)


Każde z egzemplarzy posiadają wiele naklejek, barwnych obrazków i cudnych rysunków...



Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta! 
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Chwalcie się swoimi dziećmi i osiągnięciami związanymi z wychowywaniem, a tym samym pomagajcie w wychowywaniu innym.

piątek, 26 września 2014

Jesienne spacery i jesienne rozmyślania

U nas wciąż taka piękna pogoda, że nie zauważyłam kalendarzowej jesieni. Może nie zawsze świeci słońce, ale temperatury nie są takie złe. Teraz Tomek trochę choruję (na szczęście nic poważnego), więc musimy siedzieć w domku, ale gdy widzę z balkonu spacerujących ludzi, to czasami mam wrażenie, że mamy jeszcze lato. Ludzie nie są jakoś przesadnie grubo ubrani i zastanawiam się, czy to ja jestem takim zmarźluchem, czy to już jesień, czy to jeszcze lato...

Ostatni raz na długim spacerze byłam z dziećmi w weekend. Tomek nie miał jeszcze temperatury. Ta pojawiła się w poniedziałek, więc teraz grzejemy się w domu piąty dzień i mam nadzieję, że to wystarczy. Tymczasem w miniony weekend byliśmy w lesie i na placu zabaw. W lesie było cudownie, a że wyszliśmy z domu już po 9:00 było bardzo mało spacerowiczów. I takie poranki uwielbiam, bo odpoczywam w lesie z dziećmi (To odpoczywanie jest oczywiście nieco względne), oddycham świeżym powietrzem, upajam się jeszcze zielenią drzew i pomimo wszystko dużo rozmyślam. Uwielbiam w takie dni zbierać żołędzie, niezmiennie kojarzy mi się to z moim dzieciństwem i wówczas wracam wspomnieniami do wielu obrazów z tak odległego okresu. To się przekłada częściowo teraz na moją rodzinę i nabiera innego znaczenia. Doceniam to, że kiedyś ktoś ze mną chodził na takie spacery i dużo ze mną rozmawiał. Takie rzeczy kształtują nas i nasz charakter i po latach nie mam, co do tego wątpliwości.

Ta jesień niewątpliwie zmusza mnie już do myślenia o powrocie do pracy. Po tak długiej przerwie ciężko jest zapewne wrócić do systemu pracy w korporacji. Tego jeszcze nie doświadczyłam. Moje macierzyńskie kończy się w styczniu. Być może będę mogła wziąć jeszcze zaległy urlop, więc mam jeszcze kilka miesięcy do powrotu, pomimo to już zastanawiam się, jak to będzie. Już chyba powinnam zacząć się do tego przygotowywać mentalnie. Praca, poza aspektem materialnym jest potrzebna mi, jako człowiekowi i kobiecie. Przede wszystkim muszę wyjść do ludzi, by się nadal rozwijać, by nadal podnosić swoją kreatywność, by nie wypaść z rynku pracy. To ważne dla mojego ego i także dla mojej rodziny. Moją pracę uwielbiałam i choć czasami bywało różnie, bo był stres, wątpliwości, czasami zmęczenie, to zawsze miło ją wspominałam i będę wspominać. 

Mam też nadzieję, że pomimo wszystko będę jeszcze pracować na swoim byłym stanowisku, a pracodawca nie będzie chciał się ze mną szybciej pożegnać, niż myślę.

A może pomyśleć o czymś swoim, jak na przykład Kasia z bloga Nowoczesna Matka Polka? Podziwiam Kasię bardzo i śledzę jej profil na facebooku TU. Może inspiracja i odwaga przyjdzie i do mnie i powie na uszko, to już czas kobieto:)

Ciekawe, jak z tymi inspiracjami jest u Was?

Pięknie pachniało to świeże drzewo...

Tomutek sunął po ścieżkach leśnych jak strzała:)

 
Wiewiórek jest bardzo dużo w lesie i jakie głodne, że podchodzą i jedzą z ręki.



Na placu zabaw w lesie Tomek układał żołędzie i patyczki

...i wyszedł z tego leśny ogródek

...który bardzo mi się podobał

Szkoda, że nie mamy tu wspólnego zdjęcia:(

non stop spadały nam żołędzie na głowy. To było zabawne:)

 
Nasza Karinka jeszcze nie chodzi i nie siedzi, więc patrzyła na drzewa ze swojej perspektywy.
 Tomek chętnie posprzątałby las, ale się nie da...




Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta! 
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Chwalcie się swoimi dziećmi i osiągnięciami związanymi z wychowywaniem, a tym samym pomagajcie w wychowywaniu innym.

piątek, 19 września 2014

Tomek w żłobku

Dzisiaj minął właśnie trzeci tydzień, jak Tomutek chodzi do żłobka. Z tym, że jeden tydzień chorował i dobrzał w domku, czyli w żłobku spędził już 10 dni. Z tych 10 dni, pierwsze pięć był z tatą lub mamą po 2 h dziennie, a 5 dni spędził w żłobku już po 4h bez rodziców. 
Po tym czasie pojawiają mi się już kolejne refleksje, wnioski i spostrzeżenia, z którymi chętnie się podzielę.

Przysłowie: "Nie taki diabeł straszny, jak go malują", sprawdziło się w naszym przypadku w 100%. 
  • Tomek wcale nie potrzebował miesiąca, by przestać płakać, a zaledwie kilka dni. Już praktycznie na trzeci dzień przed salą do swojej grupy machał tatusiowi "papa". Bardzo chętnie wchodzi do żłobka, do swojej sali i wita się z "ciociami". Rozczula się jeszcze, gdy po niego przychodzę i wówczas, jakby się skarżył na to, iż tatuś go tu zostawił. To rozczulanie trwa zaledwie minutę, po czym zaczynamy wspólną rozmowę, tzn. mama mówi, a Tomek słucha, potwierdza lub zarzecza:).
  • Tomek do tej pory nie bardzo chce jeść w żłobku. Dzisiaj po raz pierwszy zjadł kilka kawałków owoców i "podziubał" obiadek, o czym poinformowała mnie "ciocia". Z czego już jestem bardzo zadowolona. Do tej pory nie chciał jeść, więc przed żłobkiem starałam się coś mu dać (ciężko dziecku jeść o 7:00), a do żłobka przychodziłam z kanapką, którą "wcinał" od razu:) - jak na zdjęciu poniżej.

W żłobkowej szatni Tomutek zjada domową kanapkę.

...spójrzcie z jakim apetytem zjada tą kanapkę:)

  • Dzięki żłobkowi w ogóle zaczął jeść kanapki, bo do tej pory nie bardzo chciał. Kanapki bardziej służyły mu do tego, by rozłożyć je na części pierwsze, co nie w smak było mamusi.
  • Chętniej bawi się z dziećmi w piaskownicy i w ogóle zauważa, że one są. Jak do tej pory liczył się tylko on, mama i tata, tzn. w zależności, kto był z Tomkiem na spacerze. 
  • Zdaje mi się i mężowi także, że jest mniej agresywny w domu i bardziej słucha, gdy coś się do niego mówi lub coś tłumaczy. To pewnie zbyt krótki czas, by to ocenić tak naprawdę, ale to widzimy gołym okiem. Należy tutaj także napisać, że w ogóle zmieniliśmy podejście do Tomka i często nie reagujemy na sytuacje, które miały miejsce wcześniej.  Jesteśmy bardziej cierpliwi, więcej go obserwujemy i myślimy wręcz, jak on! Oczywiście, gdy trzeba pogrozić palcem to to także robimy. Zdarzają się sytuacje, że stanowczym głosem czegoś zabraniamy. Nie chcemy pozwalać Tomkowi na wszystko. Wszystko z umiarem i z właściwym podejściem.
  • Gdy zdarza się sytuacja, że może dojść do zbytnio agresywnego ukazania uczuć przez Tomka, to musimy uważać nadal na Karinkę. Tomek ma skłonności do tego, by jej coś zrobić, tj. "klepnąć", wsadzić palca w oko, pociągnąć za nóżkę itp. Niekiedy bardzo się cieszy i także chce się podzielić z Kariną swoim szczęściem i robi to tak entuzjastycznie, że musimy uważać, by ta okazana radość za bardzo Karinę nie zabolała. Tak więc tu na razie jest wszystko po staremu.
  • Kolejny plus żłobka to wcześniejsze o około godzinę chodzenie spać. Tomek zwykle zasypiał nam od kilku miesięcy o około 21.00 - 21.30. Natomiast teraz około 20.00 musimy być z nim już "wyrobieni", bo po tym czasie umycie zębów "na śpiocha" staje się niemożliwe.
  • Na razie nie widzimy minusów żłobka, bo choroby wliczyliśmy w plan. Jesteśmy zdania, że dziecko w żłobku lub w przedszkolu nabiera odporności i to jest mu potrzebne, by potem funkcjonować lepiej. Na ten temat pewnie będę mogła napisać coś więcej za jakieś dwa trzy miesiące.
  • Pozwolę sobie jeszcze na jedną refleksję dotyczącą mnie, czyli mamy. Mam spokojniejszy czas i mogę ten czas podarować Karince, która w tym całym szumie najczęściej była poszkodowana. Niestety nie mogę poświęcić jej tak dużo czasu, jak kiedyś Tomkowi, bo jest Tomutek. Jednakże teraz mam choć kilka godzin dla niej. Gdy Karina śpi mogę coś zrobić dla siebie, dla domu i dla nas. To jest cudowne. Wcześniej zmęczenie dokuczało mi non stop. Teraz to się jakoś wszystko normuje i może poustawiam sobie wszystko na nowo. Chcę też więcej zrobić dla siebie. Może jakieś warsztaty, może kurs, może coś innego. O tym napiszę, jak już się zrealizuje i sfinalizuje. Proszę TRZYMAJCIE KCIUKI!:) - bym miała o czym pisać:)


I jeszcze mały komentarz: zdania na temat żłobka dla dwulatka są podzielone. Jedni uważają, że do żłobka nie powinno się dawać dzieci, inni przeciwnie. Ja jestem zdania, że rodzice powinni kierować się swoimi racjami i tak właśnie podejmować decyzje. Pomimo wielu uwag krytycznych, które mnie już spotkały, aczkolwiek spokojnie wyrażonych, nadal jestem z mężem zdania, że można dawać dzieci do żłobka i nikogo za to nie ganię:).


Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta! 
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Chwalcie się swoimi dziećmi i osiągnięciami związanymi z wychowywaniem, a tym samym pomagajcie w wychowywaniu innym.

wtorek, 16 września 2014

Weekendowe spacerki

My na ławeczce z przekąskami:)

Za nami kolejny piękny weekend. Nie ma co, pogoda w tym roku we wrześniu jest piękna. Na dworze jest ciepło, rześko i przyjemnie. Czasami w lesie jeszcze dokuczają trochę komary, ale to nie jest tak bardzo uciążliwe, jak podczas letnich upałów. Uwielbiam wychodzić z dziećmi na spacery i najlepiej gdzieś do lasu lub dużego parku. Wówczas Tomek może się wyszaleć, pojeździć na rowerku, a Karinka zachwyca się widokiem koron drzew w wózku. Ze spacerów wracam zawsze, jak z joggingu [choć może nie tak spocona:)] - pełna energii, werwy i ciekawych pomysłów oraz rozwiązań wszystkich potencjalnych problemów:)!

W ten weekend pomimo choroby, mój mąż był także z nami na spacerze.
Tak, tak, mój mąż zachorował, tzn. zaraził się od Tomka i chyba przechodzi choróbsko gorzej i dłużej niż ja i dzieci razem wzięci. Czytałam kiedyś, że tak jest, iż dzieci przechodzą choroby żłobkowe dość szybko, natomiast dorośli, gdy się od dzieci zarażą mają niemalże gwarantowaną kurację antybiotykową. Mam nadzieję, że w naszym przypadku tak nie będzie, ale jedno jest pewne, a mianowicie, że będziemy także przejmować choroby od Tomka.

Tymczasem na takie wyjście z domu nauczyłam się zabierać ze sobą całą stertę potrzebnych - moim zdaniem - rzeczy i produktów. Dobrze, że wózek ma miejsce na tego typu akcesoria, w przeciwnym razie musiałabym chodzić z plecakiem.  Na spacerek zabieram przede wszystkim: zestaw do piaskownicy, kocyk dla Kariny, wodę dla wszystkich, kanapki, jakieś owoce, rower i kask dla Tomka, przybornik wycieczkowy (w nim nożyczki, scyzoryk, wykałaczki), krem dla dzieci, krem do rąk, płyn przeciwko ukąszeniom, płyn przeciwko komarom, dodatkowe rzeczy do ubrania w razie gdyby popsuła się pogoda, kurtki nieprzemakalne i oczywiście ekstra zestaw dla dzieci noszących pieluszki itd...

Czasami śmieję się, że moje pakowanie wygląda tak, jakbym wyjeżdżała na dwudniowy piknik.
Wiele razy przekonałam się już, że gdy się wychodzi z dziećmi to lepiej mieć jednak więcej rzeczy. Dobrze jest się zaopatrzyć we wszystko, co może być potrzebna, gdy oddalimy się od domu.
Hmm... kiedyś na spacery zabierałam książki lub małego laptopa, by w razie postoju i odpoczynku na ławce móc się zrelaksować przy dobrej lekturze lub przy pisaniu. Te czasy chyba już bezpowrotnie minęły i nastał inny rozdział w moim życiu:)))

 Jak Wy planujecie spacery?


Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta! 
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Chwalcie się swoimi dziećmi i osiągnięciami związanymi z wychowywaniem, a tym samym pomagajcie w wychowywaniu innym.