sobota, 29 listopada 2014

Mój nowy - stary blog:))))


Oto moja nowa odsłona.
Od dawna nosiłam się z zamiarem zmiany kolorów i logo na blogu (autorka mojego logo to Irina TU:)))). 


Ciekawe, czy Wam się podoba???

Zostawcie krótki komentarz, co o tym myślicie...


Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta! 
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Chwalcie się swoimi dziećmi i osiągnięciami związanymi z wychowywaniem, a tym samym pomagajcie w wychowywaniu innym.

piątek, 28 listopada 2014

ZUS - pisma, sprawy sądowe, spory, prawnicy - kilka ważnych faktów

Źródło: rig.katowice.pl/wspolpraca-z-zus-w-chorzowie/ekspert-zus-odpowiada

W związku z tym:
  • że pisałam wiele razy o moich perypetiach z ZUSem (TU i TU i TU) i obecnie wiele moich czytelniczek pisze do mnie przeróżne zapytania dotyczące ZUS, 
  • że wiele spośród Was spotyka sytuacja, kiedy ZUS odbiera Wam Wasze jedyne źródło utrzymania, jakim jest zasiłek macierzyński i stawia Was w bardzo trudnej sytuacji. To wszystko z powodu, że dostrzega jakieś nieprawidłowości w Waszych działaniach lub doszukuje się oszustwa, którego nie ma, 
  • że wiele spośród Was jest w swoisty sposób "zastraszona" przez Pracowników ZUS, którzy stosując wielokrotnie często swoją wykładnię prawa, bezprawnie i bez ponoszenia konsekwencji, pozbawiają wielu osób należnych zasiłków 
postaram się przedstawić kilka faktów dotyczących ZUSu. Chciałabym Wam dodać więcej pewności siebie w kontaktach z ZUSem, a także w sytuacji, gdy jednak trzeba iść do Sądu. Piszę poniżej, co można, co powinno się zrobić i o czym bezwzględnie należy pamiętać, jeżeli idziemy do Sądu i nie mamy prawnika, bo nas na to po prostu nie stać.


Kilka prawd o ZUS-ie w świetle Spraw Sądowych i nie tylko:

  1. Dlaczego ZUS odbiera nam zasiłki i kwestionuje nasze prawo do nich? Tu uważam, że powinniśmy być trochę wyrozumiali, gdyż w naszym Państwie nie każdy jest uczciwy i nie każdy postępuje zgodnie z zasadami prawa wobec ZUSu. Pracownicy ZUSu oczywiście to wiedzą i gdy skrupulatnie sprawdzają osoby pobierające różne zasiłki, bardzo często wykrywają różnego rodzaju oszustwa. Niestety czasami mają też prawo się pomylić i wówczas rykoszetem dostaje się osobie uczciwej. W takiej sytuacji osoba uczciwa musi udowodnić swoją niewinność i tym samym uczciwość. To może zrobić bezpośrednio w ZUSie, a jak tam nie przekona pracowników tej instytucji, to musi udać się do Sądu.
  2. Do Sądu możemy iść bez adwokata, ale... musimy się sami bardzo dobrze przygotować... Moje zdanie jest takie, że jeżeli idę do Sądu i chcę wygrać sprawę to prawnik jest niezbędny. Dlaczego? - odpowiedź jest prosta, bo zna prawo i przeróżne jego kruczki. Nie jesteśmy w stanie w ciągu krótkiego czasu nauczyć się i poznać wszystkich zawiłości prawnych, zasad, przepisów i ustaw, na które w danym momencie możemy lub powinniśmy się powołać. Pisząc pismo do Sądu bardzo łatwo o pomyłkę lub błąd, co może skutkować negatywnym werdyktem dla nas. Będąc już w Sądzie na sprawie nieznajomość prawa może nam także zaszkodzić i możemy np. nie wiedzieć, że coś nam wolno lub, jak powinniśmy zareagować w danej sytuacji. Możemy nie wiedzieć, że coś można zgłosić lub coś wynegocjować. Uważam, że Adwokat/Prawnik w takich sytuacjach, które nas stresują, czuje się, jak ryba w wodzie i dzięki jego wiedzy mamy duże szanse na wygraną.
  3. Pozew do Sądu. Napisanie pozwu do Sądu czasami jest rzeczą dość łatwą, ale nie często. Wszystko zależy od zawiłości i skomplikowania naszej sprawy. Kilka razy zdarzyło mi się napisać samej pozew do Sądu, ale nie były to sprawy jakieś skomplikowane i nie potrzebowałam jakiś specjalnych porad. Jednakże w tej sytuacji, gdy w grę wchodzi pozywanie instytucji Państwowej uważam, że powinien nam pomóc adwokat.
  4. Wynagrodzenia adwokatów. Niestety za pracę adwokatów i prawników należy zapłacić. Nikt z nas nie pracuje charytatywnie i każdy pragnie żyć na jakimś poziomie. To także należy rozumieć. Wynagrodzenia adwokatów są przeróżne, dlatego zawsze w sytuacji, gdy potrzebujemy skorzystać z porady lub pełnomocnictwa na sprawach itd. prawnika, to powinniśmy szukać prawnika, który sprosta naszym oczekiwaniom i na którego będzie nas stać. Może się mylę, ale zdaje mi się, że cena za sprawę, pismo etc. to kwestie do dogadania między Klientem, a Adwokatem. Oczywiście musimy także przemyśleć, czy skóra warta jest wyprawki. Może się okazać, że to, o co walczymy nie wystarczy nam na opłatę dla prawnika.
  5. Gdy sprawa jest już w toku. My - jako strona możemy udać się wcześniej do Sądu, do tzw. czytelni i tam poprosić o wgląd w dokumenty do sprawy. Możemy przeglądnąć wszystkie dokumenty przedstawione przez stronę, w tym przypadku przez ZUS. W tym celu pisze się na miejscu podanie lub wypełnia się przygotowany w tym celu druczek. To jest bardzo pożyteczna rzecz, bo jeżeli okaże się, że ZUS chce dołączyć do sprawy coś, co wymaga od nas przygotowania także jakiegoś dokumentu, by się obronić, to najlepiej, by przygotować to na sprawę. Może się przecież okazać, że nie otrzymaliśmy jakiegoś dokumentu, czy dowodu. Wówczas na sprawie, na początku zgłasza się, co się wnosi jako dowód do sprawy (tzn. jakiś dokument, zaświadczenie, regulamin, mail poświadczający coś tam itd...) Jeżeli coś takiego się zgłasza to należy mieć przygotowane od razu w trzech kopiach (jedna dla nas, jedna dla Sądu i jedna dla ZUS, jeżeli stroną będzie także pracodawca to także dla niego). Przygotowanie takich dokumentów zaoszczędzi odroczenie sprawy. Choć Sąd będzie musiał się z tymi dokumentami zapoznać, więc i tak może sprawę odroczyć, a to zawsze oszczędność kilku miesięcy.
  6. Przed udaniem się po raz pierwszy na sprawę do Sądu radzę zapoznać się z zasadami oraz kulturą panującą w Sądzie. Powinniśmy wiedzieć, kiedy wstajemy (gdy jesteśmy o coś pytani, gdy odpowiadamy na pytanie, gdy coś zgłaszamy/wnosimy do sprawy itp.). Do Sądu nie zwracamy się Pani/Pan, a "Wysoki Sądzie". Także będąc na sprawie nie komentujemy dowolnie opinii Sądu lub drugiej strony. Odzywamy się tylko, gdy nas o to poproszą.
  7. Na pierwszej sprawie dobrze jest poprosić o zasądzenie zwrotu kosztów przez ZUS. Takie coś zgłaszamy ustnie i na papierze i można poprosić o zwrot za: koszt prawnika, tłumaczeń, dojazdu itp. Tutaj Sąd w tych przypadkach ustala stawki zgodnie ze stosownym rozporządzeniem.
  8. Na każdej sprawie lepiej być bezwzględnie. Sąd zawsze może chcieć zadać nam jakieś pytanie, pomimo, iż napisze w piśmie, że obecność nie jest obowiązkowa. Sąd może będzie potrzebował jakieś wyjaśnienie itp., więc lepiej wówczas być na miejscu. To zaoszczędzi nam czasu i na przykład ponownego odroczenia sprawy.
  9. Należy się przygotować na to, że z ZUSu nigdy nikogo nie będzie. Na mojej sprawie nie było ani razu przedstawiciela ZUS. Oni tylko piszą pisma. Wówczas na drugiej sprawie (być może można już na pierwszej) można poprosić o podjęcie decyzji i ogłoszenie wyroku bez obecności przedstawiciela ZUS. U mnie na drugiej sprawie Pani Adwokat o to poprosiła. Nie pamiętam dokładnie w jakiej formie. Postaram się tego dowiedzieć.
  10. Każda sprawa trwa bardzo krótko, ale cały proces się przeciąga. Każda moja sprawa trwała około 15 minut i nigdy nie było nikogo z ZUS. Zawsze miałam zadawane pytania przez Sąd, więc nigdy nie żałowałam, że byłam na sprawie. Niestety same sprawy są krótkie i rzeczowe, jednak na te sprawy należy czekać miesiącami, co jest bardzo dołujące. Czasami wydaje nam się, że wszystko jest na dobrej drodze, ale co z tego, jak to trwa trzy lata. Moja sprawa trwa już około 2,5 roku i końca nie widać...
  11. Postanowienia Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli nie mamy adwokata to warto prześledzić w pismach odwoławczych postanowienia trybunału konstytucyjnego lub Sądów, by odnaleźć jakąś podobną wygraną sprawę. To bardzo pomaga. Warto powołać się na takowe pisząc pisma lub w podczas Sprawy.
  12. Ogłoszenie wyroku. Na koniec radzę też stawić się w Sądzie, gdy wyrok będzie ogłaszany i będzie odczytywane uzasadnienie. Niestety Sądy często mylą się i przekręcają ważne dane. Kiedy będzie wyrok ogłaszany informuje nas Sąd i wyznacza termin. Podczas ogłaszania wyroku na mojej ostatniej sprawie był mój mąż i gdy usłyszał, że wyrok jest dla nas wygrany, nie wsłuchiwał się dalej. Co się okazało? a mianowicie to, że Pani Sędzia pomyliła nieco fakty przy uzasadnieniu, co może być lekko mylące. Najlepiej takie rzeczy wyprostować od razu. My przez to mamy poślizg około 5 miesięcy:((((
  13. Odwołanie. Od wydanego wyroku możemy się odwołać i wnieść apelację na piśmie do Sądu Odwoławczego za pośrednictwem Sądu pierwszej instancji w terminie dwóch tygodni od daty wręczenia wyroku z uzasadnieniem. Prawidłowo wniesiona i spełniająca wszelkie wymogi apelacja prowadzi do ponownego rozpatrzenia sprawy. Jeżeli nie wniesiemy odwołania to skutkuje to uprawomocnieniem się wyroku Sądu Pierwszej instancji. Od decyzji Sądu II instancji możemy się odwołać do Sądu Najwyższego. W tych sytuacjach pomoc prawnika jest niezbędna.
  14. Zawsze zachowujemy wszystkie pisma, koperty, dowody dostarczenia i nadania pism. To bardzo ważne i często może nas uratować przed niekorzystnym postanowieniem Sądu.
  15. Infolinia. ZUS posiada dość sprawnie działającą infolinię, nr: 801400987 lub 225601600. Konsultanci są dostępni w dni robocze od pn do pt, w godzinach od 7.00 do 18.00. Jeżeli się czegoś nie wie, to można uzyskać tam dość dużo ważnych informacji. Jeżeli zaczynamy coś robić z ZUS lub mamy jakieś wątpliwości z rozwiązaniem lub zrozumieniem swojej sprawy, to warto zacząć od tej infolinii. Bardzo często osoby tam pracujące podrzucają nam ciekawe pomysły rozwiązania różnych kwestii.
  16. Do poczytania. Polecam stronę Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej - dotycząca urlopów macierzyńskiego i rodzicielskiego: http://www.rodzicielski.gov.pl/. Można tu dowiedzieć się wielu praktycznych rzeczy.
  17. Uwaga 1: Podstawa zasiłkowa. Podstawa zasiłkowa to bardzo ważna sprawa i niestety ZUS często się myli w sytuacji właściwego wyliczenia tej podstawy i następnie wypłacania. Dobrze wówczas poprosić jakiegoś specjalistę, by sprawdził, czy podstawa zasiłkowa została właściwie wyliczona. W moim przypadku nie została właściwie wyliczona i dlatego sądzę się z ZUSem.
  18. Uwaga 2: Pamiętajmy, że pracownicy ZUS to tylko ludzie, którzy są zatrudnieni w ZUSie na umowie o pracę. Za swoją pracę otrzymują wynagrodzenie. W swojej pracy mogą otrzymywać także premie i nagrody, dlatego też starają się, by ich praca przynosiła takie efekty, które zadowolą szefów i przez to otrzymają premie. Całkiem możliwe jest to, że prawnicy z ZUSu mają premiowane przypadki odebrania zasiłków osobom, które domniemywa się, że posiadają te zasiłki niesłusznie.

Mam nadzieję, że choć trochę Wam pomogłam. Jeżeli macie jeszcze jakieś inne pytania, to chętnie odpowiem na maila, pomogę lub podpowiem, co dalej można zrobić.


Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta! 
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Chwalcie się swoimi dziećmi i osiągnięciami związanymi z wychowywaniem, a tym samym pomagajcie w wychowywaniu innym.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Piękny spacer z Tomutkiem w niedzielę

W niedzielę mieliśmy piękną pogodę, więc już po 10:00 wybiegłam z Tomkiem z domu i pognaliśmy do lasu, tzn. ja biegłam a Tomek sunął na swoim "rowerku biegowym".

W tym czasie mąż był z Kariną na basenie. Tomkowi nie wykupywaliśmy karnetu na basen, bo jeszcze za często choruje i stwierdziliśmy, że szkoda było by opuszczonych godzin. Myślę, że od marca i Tomek będzie już jeździł na basen. Tymczasem teraz, gdy Karina ma zajęcia, nie lubię zostawiać Tomka bez niczego. Dlatego zawsze zabieram go na aktywny spacer. Aktywny spacer to dla mnie wycieczka do lasu z rowerkiem. A że w lesie jest sporo górek, to spacer nabiera innego wymiaru, bo synek biega, jeżdzi i nie źle się napoci, a i mama niewiele mniej, a raczej więcej.

Niestety nikt inny tylko mama pcha Tomka pod każdą górę, pcha po prostej drodze, gdy dziecko już się zmęczy i trzyma Synka z całym rowerkiem, gdy zjeżdża z górki.
Na spacerze spędziliśmy przeszło półtorej godziny. Tomek był zadowolony i mama dostała swoją dawkę świeżego powietrza. Każdy wrócił z uśmiechem na twarzy.
Zawsze po tak spędzonym czasie wolnym zastanawiam się, w jakim stopniu pobyt na powietrzu wpływa na odporność dziecka?

Wszędzie piszą i wszędzie mówią, że pobyt dziecka na świeżym powietrzu to najważniejszy punkt w budowaniu jego odporności. Nie ważne, jaka jest pogoda, czy świeci słońce, czy pada deszcz - dziecko musi wyjść na dwór i jak to się potoczenie mówi - "dotlenić organizm". Spacer powinien trwać co najmniej godzinę. U nas trwa zazwyczaj półtorej godziny w przypadku złej pogody i więcej, gdy na dworze jest ślicznie. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy Tomek będzie bardziej odporny na różnego rodzaju infekcje, ale bardziej liczę w tym przypadku na geny, niż na spacery. Oczywiście moje geny;))))

Tymczasem prawda jest taka, że nie mamy pewności, czy faktycznie możemy wpłynąć na odporność dziecka spacerami i różnymi innymi cudownymi sposobami. Wszystko jest sprawą bardzo indywidualną dla każdego człowieka.
Może wszystko to te geny, może to jednak spacery, a może po prostu jakiś łut szczęścia ...? Kto to tak naprawdę wie? Jednym pomagają syropy z cebuli i czosnku (np. mi), a innym nie. Czasami zdaje sobie sprawę,  że w życiu to jak w ruletce...

Poniżej galeria zdjęć Tomka z niedzielnego  spacerku.

Podczas spacerków uśmiech nie schodzi z Tomka buzi.

Tomek wszystko zauważy, nawet najmniejszego zwierzaka i owada...

Na spaceru stajemy średnio co pięć minut, z różnych powodów:)


Tu jesteśmy na wysokiej górze i oglądamy drzewa bez liści.

Na drzewie Tomek zawsze szuka żywicy.

Chwila refleksji...

...i ponownie podziwiamy krajobrazy z górki:)

A tu idą ludzie i słychać stukot kijków...

W lesie jest też dużo piesków.

Podczas spaceru zaliczamy nie jeden mostek i 

...obowiązkowo podziwiamy słoneczko

Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta! 
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Chwalcie się swoimi dziećmi i osiągnięciami związanymi z wychowywaniem, a tym samym pomagajcie w wychowywaniu innym.

środa, 19 listopada 2014

Rodzina to cudowna sprawa!

W miniony weekend odwiedziła nas Mama Męża, czyli nasza jedyna Babcia (druga niestety nie żyje). To stało się okazją do wielu rzeczy, a przede wszystkim do tego, by zrobić rodzinne zdjęcie oraz poprosić Mamę, by ugotowała nasze (przede wszystkim męża) ulubione potrawy:)

/Jak mówicie do swoich Teściowych? Moje koleżanki są zdziwione, że mówię "Mama". Jakoś tak mam zakorzenione, że tak powinno być i mówię/

Poniżej rodzinne zdjęcie:)))) - Bardzo lubię takie pamiątki i uwielbiam je oglądać z mojego dzieciństwa. Niestety nie mam ich wiele, bo wówczas krucho było z aparatami i kliszami, ale i tak dobrze, że mam cokolwiek:) Gdy oglądam zdjęcia z tamtych lat, pojawiają mi się przed oczami przeróżne sytuacje, zdarzenia, zapachy, zwyczaje i przypominam sobie mamę, dziadków, ciocie i wujków. Coraz częściej uzmysławiam sobie, że z biegiem lat człowiek dużo zapomina. Zdjęcia pozwalają pamiętać jakiś fragment, strzępek z naszego życia, z naszej przeszłości.


Prawda, że mąż jest podobny do swojej mamy?:)

Często jest nam przykro, że mieszkamy daleko od rodziców, ale co zrobić? W obecnym świecie bardzo często wyjeżdża się do większych miast, by znaleźć pracę i normalnie żyć. I tak jest w naszym przypadku. Przyjechaliśmy do Warszawy za pracą, tzn. osobna ja i mąż i w sumie dobrze, bo w Warszawie poznaliśmy się i tu się wszystko zaczęło. Mogę więc śmiało powiedzieć, że Warszawa to moje szczęśliwe miasto mimo, iż wszyscy na nią narzekają. My znaleźliśmy tutaj swoje miejsce, więc obecnie tutaj mieszkamy, pracujemy, spotykamy się ze znajomymi, mamy kochanych sąsiadów i jest nam bardzo dobrze.
Tęsknimy za rodziną, którą chętnie odwiedzalibyśmy częściej, ale kilometry skutecznie nas do tego zniechęcają i do tego dzieci są jeszcze bardzo małe, więc trudniej wybrać się w podróż. Nie ma, jak to spotkać się niedzielnym popołudniem z rodzeństwem, rodzicami i dziadkami. Nie ma, jak to urwać się wieczorem z siostrą do kina lub jak dwie psiapsióły pogadać o tym i o tamtym. Cudownie jest mieć blisko mamę i tatę i móc ich widzieć zdecydowanie częściej niż raz w roku. No i nieocenione wręcz rodzeństwo! Do rodzeństwa można zawsze zadzwonić, porozmawiać, poradzić się, poużalać się. Dla mnie rodzeństwo to bratnie dusze i więzi, które nigdy nie przestają trwać.

Gdy rodzina jest daleko to naturalnie nie można czasami liczyć na jakąś pomoc. Szkoda, bo niekiedy potrzeba coś załatwić i nie ma z kim zostawić dzieci. Człowiek musi kombinować i staje na głowie, by sobie poukładać to i tamto.

Tu nasza wesoła czwórka:))

Wszystkie Babcie bardzo kochają swoje wnuczęta i tak jest też z naszą Babcią. Ku naszemu ogromnemu zdumieniu Tomek bardzo szybko zawiązał z Babcią pakt i nie potrzebował wcale doby, by zacząć tolerować "obcą osobę" w domu. Zaakceptował Babcię niemalże z automatu. W związku z tym, że Babcia bywa u nas nie często i my nie bywamy często u Babci - Tomek może myśleć, że to jakaś obca osoba. W tym przypadku na nasze szczęście i ku radości Babci, wszystko było ok.

...i Babcia z najmłodszą wnuczką Karinką:)

Zdjęcie razem zrobiła nam oczywiście Sąsiadka. Moje wszystkie sąsiadki są bardzo kochane i pomocne:) - dziękuję:)


Bardzo dziękuję wszystkim za odwiedzenie mojego posta! 
Gorąco zapraszam do dyskusji i komentarzy, a także do obserwowania mojego bloga. 
Chwalcie się swoimi dziećmi i osiągnięciami związanymi z wychowywaniem, a tym samym pomagajcie w wychowywaniu innym.