czwartek, 7 stycznia 2016

Bezpieczeństwo w przedszkolu - jak reagować na częste wypadki naszych dzieci?

Tomek poszedł we wrześniu tego roku do przedszkola, które zresztą bardzo mu się podobało, do którego też chętnie chodził i ba, nawet prosił, by później po niego przychodzić. Gdy przychodziliśmy wcześniej uważał, że ograniczamy mu zabawę z dziećmi w jego wieku. Tomek był w przedszkolu zawsze uśmiechnięty, chętnie sprzątał zabawki, bawił się z innymi, a w domu opowiadał różne ciekawe historie z życia przedszkola. Jego nowe ciocie/panie także go chwaliły i nie szczędziły dobrych słów.

W listopadzie zaczęło się coś zmieniać, a grudzień dał mi wiele do myślenia. W pierwszym tygodniu grudnia odebrałam Tomka z poranioną twarzą. Miał kilka zadrapań z zaschniętą krwią. Pani poinformowała mnie, że wpadł w krzaki. Pomyślałam, że ok zdarza się, zadałam pytanie, gdzie wówczas były Panie? Pani miło odpowiedziała, że nie da rady wszystkie dzieci przypilnować i czasami tak bywa. Stwierdziłam, że nic mu nie jest, nie wygląda to groźnie, więc jest ok.

W kolejnym tygodniu grudnia odebrałam Tomka smutnego, który rozpłakał mi się w ramionach. Patrzę, a na policzku ma wielkiego siniaka. Pani mówi, że nie wie co się stało, bo dopiero przyszła, ale inna mnie poinformowała, że pogryzł go chłopczyk. Siniak wielkości średnicy 3 cm na całym policzku i płacz dziecka już mnie zdenerwował, a tłumaczenia Pani wzięte z księżyca nie uspokoiły. 

Dla mojej zdrowotności i dla dobra dziecka poprosiłam męża, by się z "główną" opiekunką umówił i poważnie porozmawiał. 
Niestety, jak się okazało miałam tą średnia przyjemną sytuację wcześniej spotkać panią, z którą wymieniłam kilka zdań. Dowiedziałam się wówczas, że mam agresywne dziecko. Nie wiem, co przedszkolanka miała na myśli, aczkolwiek dla mnie zabrzmiało to niemalże, jak słowo "bandzior". 
Idźmy dalej...

Pomyślałam ok, może przesadzam i tak to już jest, że dzieci się czasami gryzą. Zresztą i Tomkowi się to w domu zdarzało.

To zdjęcie z 18.12.2015. Niestety następne dni pokazywały nam jeszcze barwniejsze kolory, tj. od żółtego do granatowego. Obecnie siniak jest już lekko beżowo/żółtawy, więc mam nadzieję, że jeszcze tydzień i już całkowicie zniknie.

 Niestety na tym się nie skończyło, bo 17.12 odebrałam dziecko z przedszkola z ogromnym limem pod okiem i siniakiem na całym drugim policzku (- na zdjęciu powyżej, tymczasem siniak po wcześniejszym ugryzieniu był jeszcze słabo widoczny). Pani pośpiesznie mnie poinformowała, że dziecko nie zdążyło zahamować i wleciało w szafkę. Zdenerwowałam się tak bardzo, że ręce zaczęły mi się trząść. Wzięłam dziecko i wyszłam z przedszkola. Nie chciałam robić dużej awantury i chciałam się uspokoić.

Po ponad dwóch tygodniach nie jestem spokojniejsza. Tomek do końca grudnia nie wrócił do przedszkola. Najpierw przez kilka dni od zdarzenia z szafką bolało go oko i policzek, poza tym siniak był ogromny i oko podpuchnięte (nie chcę przedstawiać tu większej liczby zdjęć). Nie chciałam, by mu się coś dodatkowego z tego powodu przytrafiło. Potem miał kurację "migdałkową", podczas której musiałam mu podawać pięć razy dziennie konkretne leki, więc musiał pozostać w domu.

Po Nowym Roku Tomek wrócił do przedszkola, a ja zastanawiam się, jak podejść do tego wszystkiego? Czy z kimś rozmawiać (z przedszkolanką rozmawiałam już kilka razy i okazuje się, że jestem matką bez doświadczenia, a ona je posiada, a to wszystko jest całkiem normalne, tylko ja o tym nie wiem)?

Czy to może kwestia rozwoju dziecka i jego charakteru? Czy dziecko jest wszystkiemu winne? Czy może "my" - rodzice zawiniliśmy, bo nie byliśmy na takie zdarzenia przygotowani?

Poza tym, nic i nikt nie zwalnia przedszkolanek w przedszkolu z pilnowania naszych pociech. W przeróżnych sytuacjach te panie mogą się znaleźć i wierzę, że czasami bywa trudno, ale powinny odpowiednio na takie zdarzenia reagować i następnym razem starać się im zapobiegać, np. gdy dzieci się gryzą, czy biją lub biegają, co może zagrażać bezpieczeństwu. Zdaję sobie sprawę, że różne "stresujące" sytuacje wśród takich maluchów to całkiem normalna sprawa, ale proszę nie trzy razy w miesiącu tak poważne w skutkach.

Wracając do kwestii przedszkola to przyznaję, iż zaczynam się obawiać o bezpieczeństwo mojego syna. A zwłaszcza, że któregoś dnia przyjdę po Tomka, a pani poinformuje mnie, że stracił oko, bo wpadł w krzaki, albo że dzieci go pobiły i jest w szpitalu, albo może wybiegł na ulice i auto w niego wjechało...etc.

"Albo" jest wiele, a wyobraźnia matki wielka. Tymczasem, co robią w tym czasie te panie z tak wielkim doświadczeniem (o którym słyszałam już wiele razy, zresztą tylko od nich samych!)? 

Przyznam, że w żłobku też zdarzały się różne przypadki, ale na miłość boską nie systematycznie i nie tak drastyczne. Przecież takie ugryzienie lub taki upadek to boli! Może ja powinnam dla przykładu pogryźć przedszkolankę? - by jej uzmysłowić, co to jest, bo jak do tej pory ona wszystko traktuje z uśmiechem. 

Dalsze moje rozważania i wnioski może jednak w obecnej sytuacji pozostawię dla siebie. 

Pewne jest to, że będę rozmawiać w przedszkolu z paniami (mamy wyznaczony termin!), bo najnormalniej obawiam się o bezpieczeństwo dziecka, co wcześniej mi się nie zdarzało. Nie chcę chodzić po dziecko i denerwować się przed wejściem do sali, czy jest całe i zdrowe. Chcę być pewna, że jest w bezpiecznym miejscu, gdzie dbają o niego, jak o własnego malucha, gdzie może się czuć dobrze i swobodnie. Jedna z mam powiedziała mi, bym uważała, bo przedszkolanki mogą się potem mścić na moim dziecku. Mój Boże! - to znaczy, że mam być cicho i udawać, że nic się nie stało? 

Tymczasem myślę też, by tej Pani (głównej przedszkolanki w grupie Tomka, bo poza nią są jeszcze 3 inne) o 30 letnim stażu w przedszkolu podsunąć jakąś pozycję książkową o pracy w przedszkolu z małymi dziećmi, bo po kilku wymianach zdań zdałam sobie sprawę, że kompetencje tej osoby są kiepskie i na bardzo niskim poziomie. 

A tak na marginesie Tomek od około miesiąca w ogóle nie chce chodzić do przedszkola, a nasze poranki są okupowane płaczem dziecka i naszą pozytywną argumentacją na temat przedszkola.

Co radzą bardziej doświadczone matki?

14 komentarzy:

  1. Nie jestem bardziej doświadczona, mam na stanie 3,5 latka (drugie w drodze) - też od września chodzi do przedszkola i ani razu nie widziałam ani nie słyszałam podobnej historii, to brzmi i wygląda strasznie. Chyba bym się poważnie zastanawiała nad zmianą przedszkola albo grupy i tym samym opiekunki, jeśli jest taka możliwość, ale najpierw chciałabym się dowiedzieć co tam się w ogóle dzieje...

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszesz co mówiły "Panie " o wypadkach , a co mówił Tomek ? teraz pewnie już nic nie pamięta z tych zdarzeń , jednak "na gorąco" na pewno po swojemu opowiedziałby Ci co się wydarzyło ... jeśli wychowawczynie lekceważą sprawę , może lepiej od razu porozmawiać z ich szefową ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tak jak przed mowczyni co mowi Tomek? Czy ktos mu dokucza?jak wyglada cala sprawa z jego perspektywy. Ja bym uderzyla do dyrekcji bo to nie pierwsza sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tak jak przed mowczyni co mowi Tomek? Czy ktos mu dokucza?jak wyglada cala sprawa z jego perspektywy. Ja bym uderzyla do dyrekcji bo to nie pierwsza sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedyna rada zmienić przedszkole jeśli jest tam agresywne dziecko tym bardziej ,leciwa opieka w postaci przedszkolanek też niczego dobrego nie wróży. Owszem powinny panie dorobić do emerytury ale i powinny być młodsze panie co maja siłę i cierpliwość oraz wykształcenie na czasie . Tak małe dziecko jak Tomek nie kłamie więc na pewno uwierzyła bym jemu. Pójdziesz do dyrektorki i co? Nic się nie zmieni po za tym ze te panie będą z urazą na Was patrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam duzo wiekszego doswiadczenia, bo Bi, chociaz rok starsza, do przedszkola chodzi tez dopiero pierwszy rok. Wiem, ze w naszym przedszkolu przy kazdym incydencie panie maja obowiazek wypisac tzw. "injury report". W sprawie Bi dostalam jak narazie tylko 1, kiedy inne dziecko popchnelo ja na placu zabaw, upadla i potem skarzyla sie na bol reki (zanim ja odebralam ani reka juz nie bolala, ani sladu zadnego nie miala). Widze natomiast, ze w skrzynce, gdzie panie trzymaja te raporty dla rodzicow, codziennie jest przynajmniej jeden. Wydaje mi sie wiec, ze upadki, uderzenia czy ugryzienia zdarzaja sie u przedszkolakow dosc czesto. Co do ugryzien, jako matka dziecka, ktore niestety gryzlo inne dzieci, moge napisac, ze Bi robila to tak szybko, bez ostrzezenia i wydawalo sie bez zadnego bodzca, ze nie sposob bylo temu zapobiec. Ot, nagle dostawala impuls i gryzla. Ani ja nie moglam zapobiec ugryzieniom brata, ani opiekunka ugryzieniom innych dzieci. W tym wypadku wiec akurat sie nie dziwie, ze panie nie zdazyly zareagowac.
    Mnie zaniepokoilo co innego. Owszem, takie "wypadki" w przedszkolach zdarzaja sie czesto, ale kiedy koncentruja sie one na jednym dziecku (w tym przypadku na Tomku), to juz dosc podejrzany zbieg okolicznosci. Moze w grupie jest inne dziecko, ktore Tomka nie lubi, ktore go bije, popycha, itd. i stad te wszystkie siniaki? W takim razie panie powinny pracowac nad tym, zeby wchodzace sobie w droge dzieci rozdzielic. A moze odwrotnie, Tomek dobral sie z jakims malym lobuzem, razem dokazuja I stad Tomutkowi ciagle sie cos przytrafia? W takim razie panie tez powinny "kumpli" rozdzielic. I co to za tekst, ze Tomek jest agresywny? Jak narazie wyglada na to, ze to jemu najbardziej sie obrywa, wiec gdzie ta agresja? Chyba, ze w obronie wlasnej...
    Dobrze, ze macie juz umowiona rozmowe z nauczycielkami. Mysle, ze warto byloby tez poinformowac dyrekcje. Mam nadzieje, ze uda Wam sie pozytywnie ta sprawe rozwiazac, w koncu powierzacie tym ludziom swoj najcenniejszy skarb - dziecko i macie prawo oczekiwac, ze pod ich opieka bedzie bezpieczne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem mamą obecnie 5 latka czyli drugi rok w przedszkolu i małej 3 latki pierwszy raz w przedszkolu.A opowiem o synku.W tamtym roku ze dwa razy było coś takiego że przychodzę po synka a ten ma zadrapanie na uchu.Pytam co się stało a on że oglądali film w sali obok i jak szedł z toalety to sie o kant szafki potknął.Panie powiedziały że nie wiedzą jak to sie stało ale obejżały i nic mu nie jest.Ok zdaża sie.Za drugim razem przychodzę a on ma rozwalone-obtarte pod nosem.Pytam panią co sie stało a ona że ojej nie zauważyła.To ja na to to poproszę wode utlenioną.Niestety przedszkole na takie urazy i podobne ma tylko wode i przemywa.Masakra.Byłam zła i chciałam dać sobie spokój z przedszkolem.Ale odpuściłam.I jest ok.Ale u ciebie może byc inaczej jakaś kamerka by sie tam przydała.To moje zdanie.Powodzenia i czekam na wiecej.Monika

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety w przedszkolu zawsze zdarzają się wypadki. Moja córka na razie ich unika ale wczoraj w domu nabiła sobie takiego guza, że nie mogła na niego patrzeć bo ciarki miałam. Panie przedszkolanki albo pilnują albo plotkują. I tego też nie zmienimy. Są przedszkola z monitoringiem ale przecież nie będziemy siedzieć i patrzeć co robią dzieci. A potem szkoła i na nowo guzy i stłuczenia. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kamila, a rozmawiałaś z Tomkiem? Czy On potwierdza to, co mówią Panie o Jego wypadkach? Dziecko w Jego wieku, wydaje mi się, jest już w stanie dużo opowiedzieć...
    Na pewno nie zostawiałabym tak tej sprawy, to po pierwsze, pod drugie umówiłabym się z wychowawczynią Tomka i panią dyrektor, jednocześnie. Nie daj sobie wmówić, że jesteś mamą bez doświadczenia, a panie mają staż pracy, więc Ty guzik wiesz- to Ich strategia. Przyznam, że ani kiedy Eliza chodziła do przedszkola, ani kiedy teraz Lila chodzi te kilka miesięcy, nigdy czegoś takiego od pań nie usłyszałam, a przecież też się różne sytuacje zdarzały.

    Co do tego ugryzienia- Tomek miał po nim ślad zębów? Elizę ugryzła kiedyś koleżanka z grupy, i ząbki tej dziewczynki widniały na Jej policzku ze trzy dni...
    Absolutnie nie jestem za popadaniem w paranoję, ale tutaj chyba bardziej przyjrzałabym się całej sprawie, a w razie czego- postraszyła panię jakąś kontrolą z góry, albo udaniem się z całą sprawą gdzie indziej.
    Niechęć Tomka do przedszkola to może być wynik naprawdę masy czynników- począwszy od tego, że dzieje się tam coś złego, po fakt, że był teraz długo w domu z Tobą (dzieciom ciężko potem wrócić), aż do tego, że dzieci miewają okresowo takie kryzysy i nie mają one żadnych realnych uzasadnień.
    Trzymam kciuki, żeby więcej nic takiego się nie zdarzyło.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Niepokojąco to wszystko wygląda, a jeśli jeszcze Tomek nie chce chodzić do tego przedszkola, to coś faktycznie może być nie tak. Trzeba by zapytać Tomka, co się tam dzieje, na pewno mógł by już coś opowiedzieć. A może z innymi mamami też porozmawiać - czy u ich dzieci też się takie "wypadki" zdarzały i jakie mają ogólnie zdanie co do przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
  11. Faktycznie, coś musi być na rzeczy, skoro Tomkowi z początku się podobało, a teraz nie chce chodzić do przedszkola. Wiem, że wypadki się zdarzają, ale na Pani miejscu nie zostawiłabym tego. Dobrze, iż mają Państwo umówione spotkanie, warto czasami wyjaśnić parę spraw, dla własnego spokoju. Z synkiem też proszę porozmawiać, może uda się coś ustalić przed spotkaniem. Pozdrawiam Weronika

    OdpowiedzUsuń
  12. W życiu czegoś takiego nie widziałam! To mi prawie podchodzi pod zawiadomienie policji pod zarzutem narażenia zdrowia (miejmy nadzieję tylko zdrowia) dziecka! Mój synek chodzi drugi rok do dużego przedszkola, w którym jest kilkanaście grup, a więc pełno dzieci i mało opiekunek, ale nigdy nie doszło do takich rzeczy jakie opisujesz! Jestem w szoku. Może tam biją dzieci za karę?? Co mówią inne matki? Popytaj.

    OdpowiedzUsuń
  13. Moja znajoma pracuje w przedszkolu i kiedyś mi opowiadała że zdarzają się dzieci takie z totalnym pechem. A tym bardziej jak się je pilnuje to tym częściej im się coś przytrafia. Przez takiego jednego miała problemy, bo ciągle matka robiła awantury. Ale sytuacja się zmieniła gdy dzieciak złamał nogę w domu.
    U mnie takim pechowcem jest syn ale takie przypadki częściej mu się zdarzają w domu. Od września był tyle razy poobijany że trudno zliczyć i nawet na parę dni zaliczył szpital z powodu wypadku na rowerze :-p (w głównej mierze winę za jego pecha obwiniam stopę którą ma lekko skrzywioną, ciągle potyka się o nią)

    Ale jak jest w przypadku twoim? ciężko coś doradzić, może najpierw zaobserwuj dziecko, może w domu takie sytuacje się nie zdarzają bo jest mało aktywny?

    Pozdrawiam


    OdpowiedzUsuń
  14. Dziewczyny!:)
    bardzo dziękuję Wam za wsparcie, słowa otuchy, porady i sugestie. Wszystko to jest dla mnie cenne i chłonę doświadczenia każdej z Was.
    Tymczasem w odpowiedzi na Wasze pytania: Z Tomutkiem rozmawialiśmy, ale on nie jest zbyt skory do bardzo otwartych rozmów. Czasami więcej dowiaduję się od sąsiadki, której synek jest z Tomkiem w grupie, niż od Tomka. Tak, jak o pierwszym wypadku nie wiem nic, bo Tomek w ogóle nie chciał rozmawiać. Tak w przypadku drugiego "wypadku" - w ciągu kilku dni dowiadywałam się coraz więcej szczegółów. Dowiedziałam się więc, kto Tomka ugryzł i w jakich okolicznościach.
    Jeżeli chodzi o tego okropnego siniaka na twarzy, to Tomek miał wbiegać z innymi dziećmi do pomieszczenia i nie dał rady wyhamować przed szafką, w którą wleciał.
    Obecnie jestem już po spotkaniu z Panią Dyrektor i przyznaję, że choć cała rozmowa była miła, to nie uspokoiłam się do końca, bo na odchodnym poinformowano mnie, że w przypadku dziecka w przedszkolu należy być przygotowanym na to, że któregoś dnia dziecko może mieć szwy na ciele, po jakimś groźnym wypadku.
    Wolałabym tego uniknąć i wolałabym uniknąć rozmowy z Paniami po takim wypadku, bo może się ona bardzo nie miło zakończyć. Nie można nadwyrężać spokoju i tolerancji rodziców na wszystko to, co robią (albo czego nie robią) przedszkolanki.
    Na razie nie popadam w paranoję, ale z Tomkiem rozmawiamy już inaczej, postępujemy także inaczej i baczniej wszystko obserwujemy.
    Ja pochłaniam kolejną lekturę z dziedziny wychowania i psychologii i zapisaliśmy się na zajęcia dla rodziców dzieci do 6 roku życia w poradni psychologicznej. Jednym słowem nasza aktywność wzrosła.
    Tym samym wzrosła także czujność do przedszkolanki, która wydaje mi się coraz mniej kompetentna... To akurat nie jest nic optymistycznego. Tymbardziej, że po wymianie doświadczeń z kilkoma rodziacami mamy podobne spostrzeżenia:(
    No cóż zobaczymy, co przyniesie nam życie i co jeszcze zaobserwuję u Tomka. Oby obyło się bez wypadków w przedszkolu i oby Tomkowi przedszkole się jednak podobało.

    Gorąco Was wszystkie pozdrawiam i życzę zdrowia dla Was i Waszych rodzin!:)

    OdpowiedzUsuń